niedziela, 18 sierpnia 2013

Co mi pomogło, co mi zaszkodziło, a co uważam za odkrycie na miarę cudu ;) Czesc 3.

Odzywki, maski... i moj wlosowy cud ;)

Odkad pamietam, zawsze stosowalam jakies odzywki do wlosow. Nakladalam je na chwile po myciu i tak wygladala moja cala pielegnacja. Nabywalam je bedac w Niemczech, bo juz kilkakrotnie przekonalam sie na wielu produktach kosmetycznych , czy chemicznych, ze w dzialaniu sa one duzo lepsze od ich polskich odpowiednikow. Teraz natomiast, moja Siostra smieje sie, ze kiedys chcialam tylko niemieckie, obecnie mam szal na polskie i rosyjskie ;D
Z reguly byly to odzywki znanych drogeryjnych marek, gdzie producent obiecywal cuda wianki, a ja wierzylam ze to, co jest gwarantowane w reklamie czy na opakowaniu, rzeczywiscie jest gwarancja takiegoz dzialania na wlosach ;) Jeszcze wtedy nie mialam pojecia o mozliwosci, jaka daje chocby minimalna umiejetnosc czytania skladu, zwanego na opakowaniu kosmetyku Ingredients. Dzieki temu, mozemy same spojrzec, na ktorym miejscu w gaszczu tych dziwnych nazw jest dany wyciag, ekstrakt, badz olejek i ocenic czy dany produkt tak naprawde jest wart swojej ceny (o czytaniu skladow innym razem).
Skutecznosc konkretnej odzywki sprawdzalam stopniem (badz nie) wygladzenia mojej czupryny. Zawsze kupujac nowa, wyszukiwalam tylko w tych, ktore miala zagwarantowac mi gladka, swiecaca tafle wlosow na glowie. Niestety, tak naprawde nigdy takiego efektu nie osiagalam, a jesli juz to tylko na odrostach, z tego prostego wzgledu, ze po pierwsze moje wlosy nie naleza do gladkich i lejacych (o czym zawsze marzylam), po drugie zniszczenia byly tak spore, ze pewnie najlepszy skladowo kosmetyk nie dalby rady im sprostac. Wlosy byly sianowate, puszyly sie i tyle. W sumie nie powinno to nikogo dziwic, skoro przez 4 lata katowalam je rozjasniaczami, wczesniej natomiast serwowalam im wszelakie kolory teczy ;)
Co do masek, to takowych nie uzywalam nigdy. Wolalam nalozyc odzywke na 2 min. po myciu przekonana, ze maska, a odzywka to jedno i to samo z ta tylko roznica, ze maske trzeba dluzej trzymac na wlosach, a to juz wydawalo mi sie zbedna strata czasu ;) Pamietam nawet, ze na kilka m-cy przed wyjazdem do Niemiec, odkupilam od kolezanki jakas maske bananowa, namowiona Jej zachwytami nad pieknym zapachem, ale nakladalam ja tak samo jak odzywke, a po przyjezdzie wyrzucilam prawie cale opakowanie.
Z momentem kiedy zaczelo sie moje wlosomaniactwo, zaczal sie tez szal zakupowy ;) Pewnie wiele dziewczyn powiela ten blad, ale z reguly chec wyprobowania danego kosmetyku i powiekszenia swojej kolekcji "ulepszaczy" jest silniejsza. Jak zwykle, czlowiek uczy sie na bledach ;)
Sledzac blogi i kanaly na YT spisywalam sobie nazwy wszystkich polecanych odzywek badz masek, ktore moglyby i mi pomoc. Niestety, wiekszosc z nich w Niemczech byla niedostepna, a moja wiedza nie byla jeszcze na takim etapie, zebym sama mogla zaopatrzyc sie w cos naprawde godnego uwagi, w dodatku z fajnym bezsilikonowym skladem. Jedyne z polecanych, ktore w tym okresie udalo mi sie nabyc w Rossmanie, byly odzywki z serii Isana rozowa i niebieska, oraz maska Alterra granat i aloes. Te odzywki stosuje do dzisiaj, jako pierwsze O w metodzie OMO. O metodzie OMO pisalam tutaj:( http://wlosynaemigracji.blogspot.de/2013/08/moja-wlosowa-pielegnacja-czyli-co-robie.html
Maska natomiast poszla w odstawke- totalnie nie sprawdzila sie na moich wlosach.



Moje zakupy wygladaly wiec z reguly tak, ze kupywalam cos, co wydawalo mi sie ok., po czym wracalam do domu, sprawdzalam sklad i ujrzawszy silikon, z przerazeniem w oczach odkladalam dany kosmetyk na polke.
Bardzo przydatny, alfabetyczny czytnik skladow :)

Dlaczego tak bardzo unikalam silikonow?
Oczywiscie balam sie oblepiania przez silikony, majac wizje na maksa obklejonych wlosow, ktore nie sa w stanie wchlonac wystarczajaco duzo substancji odzywczych z serwowanych im zabiegow.
Moja czupryna byla w fatalnej formie, wiec chcialam ja mozliwie doglebnie odzywic, jednoczesnie minimalizujac przy tym mycie wlosow szamponem z silnymi detergentami (w celu zmycia tych silikonow). W ten o to sposob kolejne szampony o ciezkim skladzie, ladowaly obok nieuzywanych masek, mgielek i odzywek ;) (O silikonach i SLS wedlug mojego rozumowania, napisze w osobnym poscie).
Taka chaotyczna akcja kupywania trwala dosyc dlugo. Z tego tytulu, moja kolekcja rzeczywiscie sie powiekszyla, ale niekoniecznie byly to fajne zdobycze ;)
Przelom nastapil, kiedy trafilam do drogerii dm, ktora miesci sie zreszta w moim obecnym miejscu zamieszkania ;) Odkrylam spory asortyment, majacy w dodatku na opakowaniu oznaczenie “bez silikonow” :)
Dla mnie poczatkujacej, to bylo zbawienne i mysle ze bylo strzalem w dziesiatke- pomoglo uniknac kolejnych, nieprzydatnych zakupow. Ponadto napis kosmetyki naturalne, tez mocno zachecal. Pelna euforii, kupilam wiec kilka ciekawych skladowo i cenowo przystepnych odzywek i masek. Recenzje na ich temat beda systematycznie pojawiac sie na blogu. Na razie jednak, chcialam napisac o masce i odzywce, ktore na moje wlosy zadzialaly najlepiej i szczerze polecam je wyprobowac, jesli macie dostep do kosmetykow z sieci dm :)

Bezsilikonowa maska do wlosow Balea- figi i perly, przeznaczona do wlosow sztywnych i bez polysku. Dodatkowo ulatwiajaca rozczesywanie i zawierajaca formule nablyszczajaca.
W mojej dotychczasowej przygodzie z maskami, ta akurat jest faworytem numer jeden! Uzywam jej, nakladajac na okolo pol godziny przed myciem (mimo ze producent zaleca 2, 3 minuty). Na glowe zakladam czepek i owijam wszystko recznikiem.
Maska ma fajna gesta konsystencje, wiec mysle, ze starczy na dlugo, oraz bardzo przyjemny zapach. Jednak po umyciu, na wlosach zapach sie nie utrzymuje, a szkoda. Kiedy ja splukuje, wlosy juz sa niesamowicie miekkie i mile w dotyku. Czesto zdarzalo mi sie zauwazyc, ze mimo zastosowania jakiejs maski, po jej splukaniu i umyciu czupryny szamponem, wlosy stawaly sie szorstkie. Do normy wracaly dopiero po wysuszeniu. Przy uzyciu tej maski takiego efektu nie ma.
Poza tym, producent obiecuje jedwabny polysk.
Czy rzeczywiscie sama maska taki daje, do konca tego nie wiem, poniewaz do ostatniego plukania wlosow uzywam plukanki z siemienia lnianego, ktora tez dziala nablyszczajaco. Nie zmienia to jednak faktu, ze ta maska jest godna uwagi i wyprobowania.  Na pewno jak zapewnia, wlosy po masce nie sa sztywne, wrecz przeciwne. Ponadto, rozczesuja sie bez problemu.
Za opakowanie 200 ml, zaplacilam niecale 3 euro, wiec mysle ze maska jest warta swojej ceny. Wlosy po jej uzyciu nie pusza sie (nie ma efektu siana), sa ladnie nawilzone, oraz miekkie w dotyku. Uwielbiam ja stosowac- w porownaniu do innych, ktore posiadam, daje naprawde super efekty! W chwili obecnej jest to moj pewniak :)!



Kolejne odkrycie warte wyprobowania:
Bezsilikonowa odzywka alverde- Aloes i Hibiskus, do wlosow suchych i zniszczonych, mocne odzywienie.
Szczerze polecam ta odzywke. Nie pamietam ceny, ale mysle ze gdzies w granicach 2 euro. Z kilku zakupionych w oblednym szale odzywek w dm, ta akurat spisala sie u mnie najlepiej. Jej dzialanie na moich wlosach bylo tez duzo lepsze, od odzywek Rossmanowskich.
Odzywka jest gesta w konsystencji (prawie jak krem), zapach juz nie jest tak przyjemny, jak w przypadku maski Balea, jednak nie jest tez tragiczny- ot typowy, odzywkowy zapach ;)
Na wlosach rzeczywiscie sprawdza sie super i jak obiecuje producent, tak wlosy po niej sa naprawde fajnie odzywione, miekkie w dotyku i nie ma efektu puchu.




Jesli macie dostep do kosmetykow z dm, naprawde warto te dwa wyprobowac na swojej glowie, choc wiadomo nie od dzisiaj, ze kazdy czlowiek jest inny, tak tez wlosy sa rozne i nie u wszystkich dany produkt sprawdzi sie rownie dobrze. Ceny sa przyzwoite, sklady calkiem niezle, najwazniejsze jednak, ze akurat te dwa wyzej wymienione przeze mnie produkty rzeczywiscie dzialaja w taki sposob, jak dzialac powinny :) Mysle, ze kiedys wlasnie ktorys z tych kosmetykow pojawi sie u mnie na blogu jako rozdanie konkursowe ;)




O to to zle cos, co mi zaszkodzilo i to bardzo ;)
Maska do wlosow Schauma- Krem i olejki z intensywnymi proteinami
Z reguly dany kosmetyk albo sprawdzal sie na moich wlosach albo nie, nie robiac im przy tym krzywdy. Ta maska jednak, spowodowala u mnie przeproteinowanie pierwszego stopnia, wywolujac przy tym panike na maksa ;(! Zdaje sobie sprawe, ze niekoniecznie maska jest zla, jednak na moich wlosach zadzialala w taki, a nie inny sposob.
Nalozylam ja na pol godziny pod recznik i czepek. Ambitnie chcialam dostarczyc wlosom protein. Jak to jednak czesto bywa w przypadku przeszuszonych wlosow, z proteinami one niebardzo sie lubia. Dodatkowo maska zawiera silikony w skladzie, a zauwazylam, ze moim klaczkom zdecydowanie lepiej sluzy pielegnacja bezsilikonowa.
Efekt po umyciu byl jeszcze znosny, chociaz juz widzialam, ze wlosy sie pusza. Chcac ratowac sytuacje, nalozylam na calosc odrobine mieszanki olejku dm- migdal i argan. Niestety, nastepnego dnia przezylam szok widzac na mojej glowie siano, porownywalne do poczatkowego okresu mojej pielegnacji :/ Przerazilam sie, ze popalilam wlosy na nowo i ciezko mi bedzie wrocic do tego, co osiagnelam. Na szczescie wybawieniem okazalo sie olejowanie na cala noc, mycie i porzadne nawilzenie odzywka. Po tej przygodzie nieszybko skusze sie na kosmetyk z duza zawartoscia protein, a laminowanie wlosow domowym sposobem, automatycznie poszlo w zapomnienie ;) Maska natomiast czeka na lepsze czasy.


 


Na samym koncu podsumowania moich odkrych (tutaj akurat nie mojego bezposrednio), cos z kuchni i natury ;). Cos najprostszego, najtanszego i chyba najbardziej dla wszystkich dostepnego, wyslawianego przeze mnie do miana cudu- siemienia lnianego :)!

O siemieniu i jego swietnym dzialaniu na wlosach, przeczytalam na kilku blogach. Zapragnelam jego wlasciwosci wyprobowac tez u siebie... i przepadlam ;) Od tamtej chwili te zlociste nasionka staly sie nieodlacznym elementem mojej pielegnacji wlosowej. Na szczescie sa one latwo dostepne i kosztuje naprawde niewiele.
Poczatkowo siemie lniane zamowilam w aptece, jednak z czasem przekonalam sie, ze i w Niemczech w markecie jest ono do kupienia.



Dlaczego dla mnie jest to odkrycie na miare cudu?
Nie bede tutaj sie rozpisywac nad jego wspanialymi wlasciwosciami, informacji w internecie na ten temat jest naprawde sporo. Dla mnie przede wszystkim, w pielegnacji wlosow siemie lniane idealnie sprawdza sie w trzech, bardzo waznych kwestiach:
-Po pierwsze, genialnie nawilza moje przeszuszone wlosy. Po olejowaniu, jest to kolejny hit, ktory doprowadzil je do stanu w jakim sa teraz. Zauwazylam nawet, ze w cieple dni wlosy po olejowaniu bywaja obciazone, natomiast maska z siemienia lnianego, super na nie dziala (jednak z olejowania absolutnie nie rezygnuje).
-Po drugie, moja skora glowy bywa czesto podrazniona- piecze i swedzi. Siemie lniane, jako maska na skalp, swietnie lagodzi wszelkie podraznienia i nawilza wyszuszona skore.
-Po trzecie, jako posiadaczka “nijakich” wlosow- ani prostych ani kreconych, dzieki tym niepozornym ziarenkom, jestem w stanie na mojej czuprynie wyczarowac calkiem ladne fale, nie niszczac jej przy tym, jak to bywa przy uzyciu pianek czy zeli.

Jak stosuje siemie lniane?
Niezmielone ziarenka siemienia gotuje na malym ogniu w proporcjach 1 lyzka na szklanke wody, przez okolo 15 minut (poczatkowo stosowalam zmielone, jednak nie przecedzaly sie dobrze i czasami cos zostawalo we wlosach).
Kiedy wywar jest gotowy, od razu przecedzam go przez sitko, bo jesli ostygnie jest to w zasadzie niemozliwe (robi sie galaretkowa papka) ;)
Raz, badz dwa razy w tygodniu, taka lniana papke nakladam na godzine przed myciem na skore glowy i wlosy jako maske. Na to oczywiscie zakladam czepek i recznik, aby w cieple len lepiej zadzialal. Pozniej standardowo zmywam wszystko, jak przy uzyciu zwyklej maski.
Natomiast do uzyskania fal na wlosach, uzywam siemienia lnianego jako zel. Tutaj obieram proporcje 2 lyzki na szklanke wody, gotuje tez  przez 15 minut. Jednak wedlug zalecen dziewczyn z blogow, zel lniany uzywam dopiero nastepnego dnia.
Gotowy zel nakladam w sporej ilosci na umyte i jeszcze wilgotne wlosy, poczym ugniatam je rekoma od dolu ku gorze do momentu, az wlosy nie beda posklejane. Przewaznie tak sobie siedze i gniote te klaczki az wyschna zupelnie ;) Po wyschnieciu czupryna nabiera ladnego, naturalnego skretu, w dodatku jest super nawilzona :)
Siemie lniane stosowane jako maska badz zel lniany, dodatkowo bardzo ladnie nadaje wlosom objetosci (wlosy u nasady tez sa fajnie podniesione), oraz daje efekt calkiem niezlego polysku. Sprawia, ze wlosy sa nawilzone, bardzo mile i miekkie w dotyku.
Stosuje tez siemie jako plukanke do wlosow, ale o tym napisze w osobnym poscie na temat stosowanych przeze mnie plukanek ;)

Mysle, ze pokrotce podsumowalam moja dotychczasowa, swiadoma pielegnacje wlosowa. Nie trwa ona zbyt dlugo, jednak sadzac po obecnej kondycji czupryny, mam wrazenie ze chyba udalo mi sie obrac wlasciwy kierunek. Nie zmienia to jednak faktu, ze jeszcze dluga droga przede mna ;) Ciagle ucze sie nowych rzeczy, chetnie chlone wiedze i testuje nowe kosmetyki, wiec bede dzielila sie na biezaco opiniami na ich temat na blogu ;)
A jaki jest Wasz pewniak nr jeden? Uzywacie siemienia lnianego na swoich wlosach? 

Pozdrawiam Was serdecznie,
Ewa
 

13 komentarzy:

  1. Siemie lniane jest najlepsze na wszystko !

    Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kiedyś nie stosowałam prawie nigdy odżywek :D ,a włosy odwdzięczały się puchem i tzw."szopę" miałam, choc byly zdrowe :< ,a dzięki odżywce wszystko jest okej :) ,musze w koncu zakupic siemie lniane :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Siemie lniane polecam na maksa! Prosty i tani sposob na fajne nawilzenie, nie wpominajac o innych wlasciwosciach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odzywkę z Balea mam od niedawna, bardzo poboda mi się jak działa na moje włosy a zapach po prostu obłędny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, baleowskie produkty swietnie pachna :)

      Usuń
  6. Witam! Od niedawna jestem włosomaniaczką i ostatnio trafiłam na twój blog a ponieważ mieszkam w Austrii, Twoje wskazówki co do niemieckich produktów są dla mnie mega cenne;) Naczytawszy się o siemieniu postanowiłam i ja spróbować! Pilam/jadłam je przez ok 3 tyg prawie codziennie. Teraz chyba zrobię przerwę, bo to co dzieje się z moją skórą na twarzy, szyi i dekolcie to jakaś masakra! Tak wysypana to chyba jeszcze nigdy nie byłam! Wypryski z białymi główkami a pod palcami kasza!Czy słyszałaś o takiej reakcji organizmu? Sama nie wiem, czy jeszcze trochę poczekać aż skóra się oczyści czy odstawić:( będę wdzięczna za odp. Pozdrawiam Olga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wstepie wspolczuje serdecznie :( Faktycznie slyszalam, ze po drozdzach, czy wlasnie siemieniu skora sie oczyszcza, jednak w zaden sposob nie jestem w stanie Ci pomoc, poniewaz nigdy nie mialam wlasnie takiej reakcji organizmu (siemienia nigdy nie pilam, jedynie drozdze). Ja osobiscie bym jednak odstawila. Byc moze niepotrzebnie, ale pewnie mialabym dosc problemow z cera. Pomijam fakt, ze siemie jest mocno kaloryczne i w sumie nie zdecyduje sie na jego picie ;) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Dzięki za odp. Odstawię i zobaczę czy się poprawi i najwyżej za jakiś czs ponowię próbę. W sumie to zarówno siemię jak i drożdże powinny dobrze działać na skórę no ale widać jestem jakaś inna ;) Dobrze, że można to też zewnętrznie stosować, bo już się zastanawiałam co zrobić z tym zapasem który kupiłam! Lg Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, zdecydowanie polecam zewnetrznie :)! Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Ewa napisz mi czy Ty użwasz siemienia przed myciem na suche włosy czy mokre? Możesz na priv jeśli chcesz. Mój e-meil: kula73.73@o2.pl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za chwile sklece do Ciebie wiadomosc :)

      Usuń

Bardzo mi milo, ze przeczytalas/les ten wpis :) Zostaw po sobie ślad - dziękuję :)! Link do Twojego bloga jest zbedny, poniewaz i bez niego potrafie do Ciebie trafic ;) Pozdrawiam serdecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...