wtorek, 10 września 2013

Radykalne ciecie, czy intensywna pielegnacja, zapuszczanie, a pozniej pod nozyczki…? Czyli w koncu post pt. „Moje wlosowe cele“ ;)

Witajcie,

jako, ze nie mam od zycia wiekszych wymagan, ograniczylam sie do 3 celi, ktore w zwiazku z wlosomaniactwem chcialabym osiagnac ;).

1. Pewnie- jak wiekszosci dziewczyn, najbardziej marzy mi sie zageszczenie czupryny. Zatem moim pierwszym celem jest przede wszystkim wychodowanie nowych wloskow na glowie i zlikwidowanie wypadania, zeby moc te wlosy uchowac ;).

2. Kolejnym, waznym dla mnie elementem dotyczacym moich wlosow, jest calkowite wyrownanie ich na dlugosci. Od lat moje klaczki byly stopniowane, co mialo poprawic ich wyglad. Dodatkowo w miedzyczasie dorobilam sie grzywki, ktora odrasta sobie pomalu do dzis dnia. Przez te rewolucje, posiadam aktualnie na glowie kilka nierownych warstw wlosowych strakow, ktore mam nadzieje uda mi sie w niedlugim czasie zlikwidowac ;)

3. Nastepny i ostatni punkt docelowy, to osiagniecie wymarzonej dlugosci. Jesli uda mi sie zrealizowac poprzednie zalozenia, to do tego zamiaru juz tylko z gorki J Szczerze przyznam, ze jeszcze nie wiem, jaka to mialaby byc konkretnie dlugosc ;) Mysle, ze gdyby nie inne, niezadowalajace czynniki w wygladzie moich wlosow (stopniowanie, objetosc), w tej chwili bylabym juz mocno zadowolona z przyrostu, jaki udalo mi sie uzyskac.

Inne cele to oczywiscie nawilenie wlosow, zlikwidowanie puchu, uchowanie koncowek przed rozdzwajaniem, blysk czupryny, itp ;), jednak one mysle, a raczej mam nadzieje, ze przyjda gdzies po drodze, w efekcie odpowiedniej pielegnacji.

Jak chce moje cele zrealizowac?


Zacznijmy od poczatku…
W dziecinstwie mialam bujne wlosy i bylo ich naprawde sporo. Rowniez juz jako dorosla kobieta, na objetosc nie moglam narzekac- wrecz przeciwnie narzekalam, ze jest ich tyle do prostowania (!!!). Bedac u fryzjera slyszalam, ze zabiegi na mojej glowie wymagaja wiecej czasu, ze wzgledu na to, ze mam tyle wlosow. To bylo dawno, przed okresem, w ktorym wlosy zaczely leciec jak szalone (zbieglo sie to z zabiegami chemicznymi na ktore sie chetnie godzilam, a dokladnie z balejezami, rozjasnieniami, itp.).
W tamtym tez okresie zaczela sie jazda na moim skalpie- doszlo do podraznienia, skora glowy pokryta byla cieknacymi zoltymi strupkami, a ja zupelnie obojetna, nic z tym stanem nie robilam. Taka sytuacja powtarzala sie kazdego roku kilkakrotnie, a wlosow na glowie bylo niestety coraz mniej…

Jako, ze wczesniej ta czupryna byla jednak gesta, mam nadzieje, ze ponowne „wychodowanie“ wlosow  nie byloby az takim problemem, gdyby nie powtarzajace sie od kilku lat nadmierne ich wypadanie, ktore w okresie letnim nabiera na sile, w pewnym momencie przybierajac forme masakrycznego- wlosy leca doslownie garsciami. Czy to przy czesaniu, czy wcieraniu odzywek w skalp, czy myciu,  potrafi ich za kazdym razem wyleciec do 40 sztuk. Przez ostatnich kilka lat nie przejmowalam sie tym zupelnie, jednak obecnie jest to dla mnie na tyle deprymujace, ze czasami osobiscie mam je ochote z glowy powyrywac ;/! Jesli problem nie ustanie, nie obejdzie sie chyba bez wizyty u lekarza, czego unikam jak ognia, bo… zwyczajnie panicznie boje sie lekarzy ;/! Pewnie kazda inna osoba na moim miejscu dawno by juz taka wizyte zorganizowala, jednak mnie glupie badanie z krwi przyprawia o palpitacje serca, czy jeszcze weselsze uczucie, uczucia slabosci :/.

Ok, wyszlam lekko z tematu, wiec wracam do watku zageszczenia wlosow.
Od momentu mojego wlosomaniactwa (kwiecien 2013), udalo mi sie wychodowac juz calkiem sporo nowych wloskow na glowie. Najwiekszy wysyp zauwazylam po majowej kuracji odzywka Jantar. W chwili obecnej te wloski sa juz troche dluzsze, wyroslo mi z nich nawet cos na ksztalt nowej grzywki. Dodatkowo inne wcierki i ponowny powrot do Jantara sprawily, ze tych wloskow znowu troche przybylo. Niektore maja dlugosc dopiero ok. 1cm., wiec widze i przekonalam sie na wlasnej glowie, ze zageszczenie czupryny jest mozliwe!  Liczy sie oczywiscie systematycznosc, ale z tym akurat nie mam zadnych problemow ;). Najwiekszym moim problemem natomiast jest wlasnie to paskudne (delikatnie powiedziane) wypadanie… Choc nie chce zapeszac bywaja juz lepsze dni J! Wszystko, co do tej pory stosowalam nie porzynioslo niestety rezultatow, jednak od poczatku wrzesnia stosuje nowy specyfik i jestem pelna nadziei…
Dla zainteresowanych odsylam do posta, w ktorym opisuje, jak do chwili obecnej wygladala moja walka o kazdy wlos KLIK. Dodatkowo od jakiegos tygodnia wrocilam do picia pokrzywy, wiec mam nadzieje, ze i to pozytywnie wplynie na moje „leczenie“. O efektach napisze po co najmniej miesiecznej kuracji, zeby byc pewna rezultatow.

Co do realizacji celu, nie wiem czy akurat ten cel uda mi sie osiagnac. Czy zdolam na tyle uchowac wlosy na glowie. Co z tego, ze rosna nowe, skoro wiekszosc z nich "wylatuje"? Przez to cale wypadanie, moje plany wlosowe sie troche pokrzyzowaly, ale o tym napisze w dalszej czesci.

Nastepny pukt planu teoretycznie nie wydaje sie byc trudnym do realizacji… ale tylko teoretycznie ;).
Od kilku dobrych lat nie mialam tak dlugich wlosow (wiem, dla wyzszych stazem wlosomaniaczek, ta dlugosc moze wydawac sie nijaka ;)), i ciezko mi podjac decyzje o ich scieciu, a zeby wyrownac przynajmniej do pierwszej warstwy, musi poleciec od 5-7 cm. Ciesze sie kazdym nowym centymetrem, ktory zauwaze (a przygladam sie wlosom pod tym katem intensywnie co miesiac). Licze po pieprzykach na ciele (wiem dziwna metoda), ile urosly ;). Obliczam w glowie centymetry, miesiace, rezultaty w dlugosci widoczne na zdjeciach, zeby zdecydowac czy sciac i wyrownac juz teraz, czy jeszcze troche poczekac...

Oczywiscie kolejnym powodem, dla ktorego sie waham z podjeciem decyzji jest wypadanie, ktore poskutkowalo mocnym przerzedzeniem koncowek i pokrzyzowalo mi ambitne plany, zeby wlosow jeszcze teraz nie scinac.
W czerwcu, miesiac po ostatnim podcieciu zdecydowalam, ze nie scinam ich do grudnia (impreza rodzinna, na ktora chcialam zapuscic mozliwie dlugie), pielegnuje je na maksa zeby nie doprowadzic do rozdwajania koncowek, walcze o przyrost wcierkami. Normalnie pewnie udaloby mi sie ten cel zrealizowac, gdyby nie wlasnie to dobijajace wypadanie...
Co z tego, ze pielegnacja przynosi rezultaty, rozdwojen i bialych kropek na koncach nie widac, jesli najdluzsza warstwa wlosow uchowala sie na glowie w niewielkiem ilosci ;(?

Ostatnim moim zamiarem jest osiagniecie dlugosci wlosow o jakiej marze ;). Przyznam, ze z kazdym miesiacem ta optymalna dlugosc jakos sie dla mnie wydluza i juz sama nie wiem, jaka w koncowym rezultacie mialaby byc ;). Czas pokaze i nie jest powiedziane, ze wogole taka dlugosc osiagne. Miesieczny przyrost mam dosyc niewielki, wiec biora pod uwage dlugosc zycia wlosa, moge zwyczajnie nie zdazyc ;).

Reasumujac…

Moje zalozenia, jak widac nie wydaja sie byc trudne do realizacji, ale chyba kazda wlosomaniaczka wie, jak jest naprawde ;) Bywaja lepsze i gorsze momenty. Ja osobiscie jeszcze calkiem niedawno, chcialam obciac moje kudly w cholere i kupic gotowa dopinke, zeby choc troche moc sie nacieszyc dlugimi wlosami…
Inna strona medalu jest taka, ile radosci daje obserwowanie jak wlosy pod wplywem wlasciwej pielegnacji sie zmieniaja, jak rosna (o dziwo moje wlosy rosna ;)!!!),  a sama pielegnacja i raczenie ich roznymi mazidlami stanowi chyba najciekawszy element, do tego element czesto mocno odprezajacy np. po ciezkim dniu ;)

Obcinac wiec od razu, czy czekac jakis czas z decyzja?



Kazda dziewczyna ma pewnie indywidualne podejscie do tej kwestii i mysle, ze nalezy takie decyzje szanowac. Kazda z nas w jakis sposob dba o swoje wlosy i jest za nie odpowiedzialna, a raczej za to, co nimi prezentuje. Nie lubie podejscia, ze ktos cos musi, bo tak jest niby lepiej…

Ostatnio trafilam na kilka blogow, gdzie „starsze stazowo“ Kolezanki naklaniaja w poczatkowym okresie wlosomaniactwa do radykalnego ciecia, najlepiej wszystkich zniszczen- czy to koncowek, czy wlosow przesuszonych po zabiegach chemicznych, czy prostownicy. Teoretycznie takie wyjscie byloby najlepszym rozwiazaniem, praktycznie owa decyzja moze okazac sie zla w skutkach. Dzialajac w chwili impulsu, pozniej mozemy jej bardzo zalowac.
Jasne jest dla mnie, ze jesli klaczki sa rozdwojone do polowy dlugosci, to najlepszym wyjsciem jest ciecie zeby uniknac dalszego rozdwajania, czy kruszenia sie wlosow. Jednak w przypadku, gdy np. tak jak u mnie, wlosy sa suche po latach rozjaniania, jednak konce sa w dobrej formie (polroczna pielegnacja), to mysle ze warto rozwazyc decyzje, czy z ingerencja nozyczek nie poczekac jeszcze jakis czas.
Tak jak pisalam, ciesze sie kazdym centymetrem, ale tez wiem ze sciac musze. Czekam jednak na odpowiedni moment (dlugosc), w ktorym to sciecie nie bedzie dla mnie az tak drastyczne- wlosow poleci sporo, ale mimo tego nie zostane z wlosami do ramion- taka mam przynajmniej nadzieje ;P

Ponizej wrzucam obecne zdjecie moich wlosow. O dziwo, calkiem fajnie sie do foto „ustawily” i mysle, ze az tak nie widac jaka jest rzeczywista objetosc ostatniej warstwy. Zdjecie bylo robione kilka dni temu w okresie kryzysu i checi radykalnego ciecia, wiec pewnie dlatego ;)


Wlosy wrzesniowe.
Dla porownania wstawiam jeszcze zdjecie z poczatku czerwca. Roznica w wykonaniu zdjec to 3 m-ce.
Napiszcze mi prosze, czy widac przyrost.


Zdjecie z lewej strony- poczatek czerwca, z prawej- poczatek wrzesnia.

Z formy moich wlosow zdaje sobie sprawe. Dodatkowo sa napuszone, bo przed wykonaniem zdjecia niepotrzebnie je rozczesalam, ale wlasnie po to tu jestem i po to ta cala zabawa- oby do celu, nawet malymi kroczkami przy okazji uczac sie unikac wlosowych bledow ;)! Zastanawiam sie, jak moje klaczki beda wygladaly za rok i wlasnie miedzy innymi dlatego stworzylam tego posta, jak wytrwam chetnie przeczytam go jeszcze raz i zanalizuje, co przez ten rok udalo mi sie osiagnac. Mam nadzieje, ze do tego czasu przynajmniej czesciowo zrealizuje moje wlosowe cele J

Jak u Was to wyglada? Wyznaczylyscie sobie jakis punkt, do ktorego dazycie?

Pozdrawiam serdecznie,



14 komentarzy:

  1. Moim zdaniem przyrost widać, chociaż kadry są inne (ach znam ten problem :D).
    Nie mam wyznaczonego punktu, ale póki co muszę obciąć końcówki, które po lecie nie wyglądają ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlugo pewnie jeszcze potrwa, zanim naucze sie robic porzadne zdjecia wlosowe :D
    Mi, szczesliwie dla wlosow, sloneczko w tym roku oszczedzilo zniszczen, wiec w dalszym ciagu mam nadzieje, ze jeszcze troche uda mi sie je do grudnia podgonic ;)Do przerzedzenia sie jakos przyzwyczailam i powinnam wytrwac w postanowieniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać przyrost! :) Najlepiej by bylo gdybys robila zdjecia w jednej bluzce, tej w paski, wtedy bedzie wyznaczona granica!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za rade, od teraz musze rzeczywiscie pozowac do foto w tej samej bluzce :) Ta w paski faktycznie moglaby fajnie posluzyc za wyznacznik dlugosci, jednak to koszulka i w zimie moze byc nieco chlodnawo ;), no ale czegoz sie nie robi dla wlosow :)!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dziekuje, tez chetnie poobserwuje :)!

      Usuń
  5. No pewnie, że widać przyrost :)
    Ja na Twoim miejscu nie obcinałabym aż tak dużo. Też mam dość zniszczone, miałam robione ombre więc wiadomo jakie włosy sa po rozjaśnianiu. Włosy ostatnio podcinałam w lipcu (dosłownie 1cm), ciągle intensywnie je pielęgnuje, końcówki nie są rozdwojone, a rozjaśniane włosy nie są już w tak złym stanie. Pewnie gdyby nie zależało mi na długości to ściełabym całą rozjaśnianą część, ale marze o włosach do talii :)
    Dodaje do obserwowanych i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo jak milo poczytac rad kogos o podobnych celach i podejsciu :)! Niestety nie ominie mnie sciecie takiej dlugosci, ze wzledu na przerzedzenie wlosow po wypadaniu :( Najdluzsza partia rozni sie mniej wiecej tyle od pozostalej warstwy (zachcialo mi sie stopniowania :/), wiec na dlugosci jest to dosc widoczne. Pocieszajace jest, ze podobnie jak i u Ciebie, koncowki sa w dobrej formie, wiec mam nadzieje troche jeszcze zapuscic, a sciac jak juz beda dosc dlugie, zeby nie odczuc az tak mocno efektow skrocenia ;) Tez marzy mi sie taka dlugosc :)

      Usuń
  6. Ja teraz wcieram kozieradkę, od niedawna więc nie wiem jak na mnie działa. Zamierzam kiedyś przy okazji kupić też Jantar. Może spróbuj właśnie jakąś wcierke, podobno włosy po nich rosną jak szalone i pojawiają się całkiem nowe włoski ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, Jantara sprobuj koniecznie! Kozieradka u mnie nie zadzialala zupelnie. Przyrost nie ruszyl, wypadanie w okresie wcierania sie nasililo, ale jest tak wiele pozytywnych opinii na jej temat, ze zycze Ci, aby u Ciebie dala same pozytywne rezultaty :) Co do Jantara, przyrost bez zmian, jednak szok ile nowych wloskow dzieki niemu wychodowalam! Po kilku latach zastoju, na wlasnej skorze przekonalam sie, ze mozna ;)

      Usuń
    2. To chyba spróbuję Jantara, bo w sumie bawić się w parzenie kozieradki średnio mi się chce ;D

      Usuń
    3. Wierze, ze Ci sie nie chce ;), ale moze jednak sie przemecz zeby zobaczyc czy da rezultaty? Choc w zasadzie, jesli nie walczysz np. z wypadaniem, Jantar rzeczywiscie bedzie wygodniejszy :).

      Usuń
  7. Oczywiście że widać przyrost! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ciesze sie i jestem pelna nadziei, ze tym razem uda mi sie zapuscic wlosy ;)

      Usuń

Bardzo mi milo, ze przeczytalas/les ten wpis :) Zostaw po sobie ślad - dziękuję :)! Link do Twojego bloga jest zbedny, poniewaz i bez niego potrafie do Ciebie trafic ;) Pozdrawiam serdecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...