piątek, 30 sierpnia 2013

Zatrzymac kazdy wlos na glowie... (Masakryczne lipcowo - sierpniowe wypadanie wlosow).

Witajcie,

Od polowy lipca walcze ze wzmozonym wypadaniem wlosow. Sierpien natomiast uplynal pod znakiem
wypadania na potege- wlosy lecialy i niestety leca nadal garsciami :(
Okres letni zawsze stanowi dla mnie duzy problem zwiazany z wypadaniem, wczesniej jednak- przed okresem wlosomaniactwa, nie przykladalam do tego az takiej wagi. Obecnie rece mi opadaja nad kazdym spadajacym z glowy wlosem i trace wiare, ze uda mi sie to zahamowac. Szczerze, to pomalu mam dosc tej nierownej walki.
Dodatkowo pod koniec lipca pojawilo sie przeszuszenie skory glowy, ktore trwa do chwili obecnej. Skora swedzi na maksa, pojawilo sie cos na ksztalt lupiezu, choc wyglada to raczej jak sproszkowany bialy pyl- doslownie jakbym sobie prochy na skalp wysypala :/
Wlosow od kilku lat na mojej glowie jest coraz mniej, nie jest to juz ta bujna czupryna sprzed czasow zabiegow chemicznych. Wzmozone wypadanie dodatkowo je przerzedzilo, a wraz z nimi koncowki, co na moich wystopniowanych na calej dlugosci klaczkach widac golym okiem. Mialam cicha nadzieje, ze uda mi sie uniknac fryzjera az do grudnia- konce dzieki pielegnacji sa w dobrej formie, gdzie w zamiarze mialam wyrownac przynajmniej w jakims stopniu cieniowanie, jednak po stanie objetosciowym wlosow widze, ze chyba az tyle nie dam rady niestety wytrwac.

Jak wyglada moja walka z wypadaniem.
Kiedy wlosy zaczely leciec, siegnelam po wode brzozowa Isana z Rossmana.
Ta wcierka ma jednak na drugim miejscu w skladzie alkohol, wiec podchodzilam do niej ostroznie.


 


Rzeczywiscie po kilku dniach, czulam, ze skalp zaczyna piec i swedziec. Odstawilam wiec brzoze, a ze wypadanie nie bylo jeszcze na tak silnym etapie, zaczelam sie raczyc plukankami ze skrzypu i pokrzywy.
Efektow, poza coraz wiekszym wyszuszenia skalpu nie zobaczylam, a wlosy na domiar zlego zaczely leciec jak szalone- teraz nie wiem czy jak zawsze z powodu okresu letniego, czy sama sobie jeszcze bardziej zaszkodzilam.

Skuszona pozytywnymi opiniami, zamowilam na Ebayu kuracje ampulkami Radical, firmy Farmona- kuracja przeciw wypadaniu wlosow. Koszt amulek ok. 10 Euro plus wysylka. Nie ukrywam, ze pokladalam w nich niesamowite nadzieje. Wiele dziewczyn pisze, ze faktycznie stosowanie u nich Radicalu zatrzymalo wypadanie, dodatkowo przyspieszylo porost.





Stosowanie:
Zawartosc ampulki wmasowac w sucha lub delikatnie oszuszona skore glowy. Nie splukiwac. Stosowac codziennie przez minimum 2 tygodnie. Optymalne rezultaty daje miesieczna kuracja.




 

Opakowanie zawiera 15 szklanych fiolek. Kazda z nich ma fajne, szczelne zamnkniecie, dzieki czemu mamy pewnosc, ze nic nam sie nie wyleje. Aplikatora nie wyprobowalam, ponoiewaz wole przelewac sobie plyn na szklany spodek i opuszkami palcow wmasowywac go w skore glowy. Konsystencja, jak to wcierkowa ;), zapach natomiast intensywnie ziolowy, ale przy tym bardzo przyjemny. 
Producent zaleca miesieczna kuracje, co wiaze sie z zakupem dwoch takich opakowan, czyli i wyzsza cena. Na szczescie jedna ampulka ma pojemnosc 5 ml, wiec spokojnie mozna ja podzielic na 2 uzycia, co w rezultacie da nam trzydziestodniowa kuracje ;)
Do Radicala podchodzilam 2 razy. Niestety dwukrotnie z takim samym skutkiem- po kilku dniach, musialam odstawiac ampulki z tego wzledu, ze cos w skladzie mnie jednak uczulalo, czego bardzo zaluje ;(




Probowalam nawet dzielic ampulke na 3 dawki, zeby zmniejszyc ilosc “wylewana” na glowe (taka ilosc tez mi spokojnie wystarczyla), jednak to tez niewiele dalo.
Rozczarowana, z wlosami juz lecacymi garsciami, odstawilam wiec ampulki Radical.

Kolejnym krokiem byl powrot do mojej ulubionej wcierki Jantar. Rzeczywiscie skalp zostal troche nawilzony, jednak problem lupiezu? calkowicie nie zniknal- skora glowy nadal swedzi, ale jest zdecydowanie lepiej. Wypadanie jednak nie ustalo ani troche. Jantara stosuje dopiero od ok 3 tyg., wiec mam nadzeieje, ze dzieki tej wcierce i tym razem, uda mi sie osiagnac rownowage na skorze glowy.
Zdajac sobie jednak sprawe, ze Jentar na takie wypadanie wlosow to zdecydowanie za malo, szukalam po blogach czegos mocniejszego w miare przystepnej cenie. Tak tez trafilam na kontrowersyjny produkt:


Balsam przeciw wypadaniu wlosow z enzymami pijawki lekarskiej.




Skład (INCI): aqua cetearyl alkohol, hirudo extract, dimethicone, PEG-400, isopropyl myristate, ceteareth, sodium lactate, Dog Rose (Rosa Canina) Hips Oil, Capsicum Annuum Extract, Caffeine, vitamin H (biotin), vitamin F, polyquaternium-10, panthenol, citric acid, Hydrolyzed Silk Protein, Behentrimonium Chloride, cetrimonium chloride, Trideceth-9, 13 amodimethicone, parfume, methylparaben, propylparaben, diazolidinyl urea

Opis producenta:
Aktywne składniki balsamu odżywiają cebulki włosowe, wzmacniają korzenie i zmniejszają wypadanie włosów. Enzymy pijawki lekarskiej dzięki unikalnej kombinacji naturalnych bioaktywnych substancji poprawiają mikrokrążenie skóry głowy i aktywują odżywianie korzeni włosów. Przedłużają fazę wzrostu włosów, poprawiają ich strukture. Kofeina i wyciąg z papryki stymulują cebulki włosowe oraz wzrost włosów. Biotyna (witamina H) i proteiny jedwabiu odbudowują strukturę włosa, zapobiegają ich uszkodzenia i suchości. Olej z dzikiej róży i pantenol dodają włosom połysk i miękkość oraz normalizują stan skóry głowy.

Przeznaczenie: nadmierne wypadanie włosów, zapobieganie wypadania włosów.

Mechanizm działania:
Znaczące polepszenie krążenia krwi w naczyniach włosowatych skóry; Intensywny rozwój mieszków włosowych i bardziej intensywne nasycenie składnikami odżywczymi otaczających tkanek. Zwiększenie liczby mieszków włosowych w fazie wzrostu włosów. Brak reakcji alergicznych lub toksycznych.

Stosowanie: stosować jako maskę ​​dla skóry głowy przed myciem włosów. Nanieść na korzenie włosów i delikatnie wmasować. Pozostawić na 15-20 minut. Umyć włosy szamponem. Stosować 2-3 razy w tygodniu.

Składniki aktywne: enzymy pijawki lekarskiej, kofeina, biotyna (witamina H), proteiny jedwabiu, ekstrakt z czerwonej papryki, olej z owoców dzikiej róży, pantenol.

Balsam zamowilam na polskiej stronie Ukraina Shop. Spodobal mi sie ten sklep, bo maja od razu podany cennik wysylki zagranicznej.
Za „pijawki” zaplacilam 32,00 plus koszty wysylki 18,50. Przesylka dotarla do mnie po niecalym tygodniu, wiec wszystko przebieglo bardzo sprawnie.
Balsamu uzylam dopiero raz, dzisiaj znowu bede go nakladac. Oczywiscie nie moglam liczyc na efekty po pierwszym uzyciu i tez takich nie zauwazylam, wiec dopiero po jakims czasie napisze jego recenzje ;) Ciekawa jestem na ile wystarczy jedna tubka 150 ml. o konsystencji kremu, no zobaczymy :)
Ponizej zdjecie doslownie sprzed chwili, wlosy w ilosci 38, po nalozeniu „pijawek” na skalp. Kolejna taka ilosc „poszla” po olejowaniu i jeszcze kolejna „pojdzie” przy myciu wlosow, wiec naprawde nie jest fajnie :(





Jak u Was wyglada walka z wypadaniem, macie jakies swoje sprawdzone metody dzialania ;)?

Pozdrawiam serdecznie,











poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Jak czytam bardziej, badz mniej umiejetnie, sklady kosmetykow przeznaczonych do pielegnacji wlosow ;)? (1)

Substancje jakie wchodza w sklad danego kosmetyku, oznaczone ogolna nazwa INGREDIENTS (zasada przyjeta wg. INCI- Miedzynarodowego Nazewnictwa Skladnikow Kosmetycznych) , nie musza byc dla nas az taka czarna magia, jakby sie moglo poczatkowo wydawac ;) Zaleta umiejetnosci ich rozszyfrowania- przynajmniej w podstawowym stopniu, jest fakt, ze dzieki temu mozemy np. uniknac wydawania majatku na kosmetyk, ktory tak naprawde nie jest wart swojej ceny, a cena podyktowana jest niczym innym, jak znana marka danego produktu. Dodatkowym atutem analizy skladu jest to, ze bardziej wrazliwe glowy moga zrezygnowac z zakupu czegos, co zawiera substancje, wywolujaca u nich reakcje alergiczne. Oczywiste jest, ze metoda prob i bledow musimy najpierw wylonic w gaszczu tych wszystkich substancji akurat ta, ktora nas podraznia, co niestety nie jest latwe ;) Mozemy to jednak ustalic analizujac np. sklady kilku uzywnych przez nas kosmetykow- co jest w tym ktory nas uczula, a zarazem nie ma tego w innych, ktore sa dla nas ok. Znajac winowajce, przy nastepnym zakupie odzywki, czy maski, unikniemy zbednej straty pieniedzy na produkt, ktory nam nie sluzy.

Jak wiec zatem uniknac pulapki konsumenckiej i nie kupywac czegos tylko dlatego, ze producent wychwala pod niebiosa swoja marke?
To proste, nauczmy sie czytac skladu ;D!



Ok., a tak na serio to przynajmniej sprobujmy opanowac te umiejetnosc w minimalnym stopniu, na tyle zebysmy mogly samodzielnie ocenic czy warto po dany kosmetyk siegnac, czy tez nie ;)

Dostepnosc danego ekstraktu, olejku, czy tez innych skladnikow w produkcie, posegregowana jest w hierarchii od najwiekszej ich zawartosci procentowej, do ilosci najmniejszej, badz tez znikomej.
Sklady wiec czytamy od gory w dol. Czyli, na samej gorze (na poczatku naszej listy skladowej) wypisane beda substancje ktorych jest najwiecej, natomiast idac kolejno dalej (nizej) ich zawartosc procentowa bedzie malala.

Przyklad:
Na pierwszym miejscu w skladzie przewaznie wystepuje woda (Aqua), wiec dany produkt bedzie opieral sie na bazie wody. Juz kolejne jego skladniki beda wystepowaly w nizszej zawartosci.
Po substancjach zapachowych (Parfum), wszystko co znajdziemy tak naprawde dostepne bedzie w ilosci znikomej, ponizej 1%.
Czyli, np. jesli w naszym kosmetyku po perfumach wystepuje jakis skladnik, ktorym wedlug zachwytow producenta mamy zregenerowac nasze wlosy, to badzmy pewne, ze przy jego uzyciu tego nie osiagniemy ;) Tak samo ma sie sprawa, jesli ta substancja bedzie daleko w skladzie, a przed nia znajdziemy mase innych, ktore niekoniecznie zadzialaja tak, jak z zalozenia powinien zadzialac dany kosmetyk ;) Nalezy jednak pamietac, ze wszystkie substancje wywolujace u nas uczulenie, ktore zawarte beda po zapachu, mimo ich sladowej ilosci, moga nas podraznic ;)
Lopatologicznie reasumujac- te dobre skladniki wystepujace po zapachu raczej nie zadzialaja, natomiast te zle, jak najbardziej ;)

“W składzie INCI znajduje się przemieszanie nazw chemicznych, łacińskich (dla roślin) i angielskich. Nie jest to na pewno język, którym posługujemy się na co dzień, więc dla laika jest to „czarna magia”. Internet jest jednak bardzo bogatym źródłem informacji na ten temat, więc zawsze możemy wyszukać nazwy składników i opis ich działania.”

Jesli wiec jednak uznamy, ze cala ta zabawa w chemikow nie jest dla nas i nie ma szans zeby to opanowac, polecam raz jeszcze bardzo przydatny, alfabetyczny czytnik skladow (zwlaszcza jesli ktos ma internet w telefonie i przed sklepowa polka moze z niego skorzystac ;)):


Jakie “cuda” znajdziemy w naszym kosmetyku?
Ilosc ogolnych nazw skladowych jest czasami naprawde spora i ciezko to wszystko samemu rozszyfrowac, no chyba ze z powolania jestesmy namietnymi fankami chemii i analiza takich fachowych okreslen sprawia nam przyjemnosc ;) Tutaj tez czesto sprawdza sie zasada, ze im krotszy sklad, tym kosmetyk jest lepszy. Wyrozniamy jednak kilka takich nazw, ktorych zapamietanie nie sprawia az tyle trudnosci i glownie ja obecnie, staram sie ich szukac wybierajac w nowym produkcie. Sa to miedzy innymi:
- Ekstrakty roslinne (Extract),
- oleje (Oil), z czego Mineral Oil to Parafina, ktora moze sie nabudowywac na wlosach, podobnie jak silikony oraz zapychac skore glowy,
- masla (Butter),
- miod (Mel),
- proteiny (Protein- jest ich kilka rodzajow, ale koncowka zawsze oznaczona jest Protein),
- Aloes (Aloe Vera), gliceryna (Glycerin- w wiekszych stezeniach moze podrazniac i wyszuszac skore glowy ) -sa to substancje nawilzajace,
- Pantenol (Panthenol) -substancja lagodzaca.


Ponadto, w naszym kosmetyku mozemy znalezc jeszcze np:
- Alkohol, ktory moze wyszuszac wlosy i skore glowy. Nalezy jednak zwrocic uwage, jaki to typ alkoholu- te niedobre dla nas to Alkohol Denat i Isopropyl Alkohol. Oba uzyte natomiast w odzywkach do skory glowy (wcierkach), dzialaja korzystnie, poniewaz pomagaja substancjom aktywnym wniknac w glab wlosa.
- Silikony, jak juz pisalam wczesniej (KLIK), te ciezko zmywalne koncza sie przewaznie nazwa CONE,
- konserwanty (Parabene),
- silne detrergenty myjace (SLS- Sodium Lauryl Sulfate, oraz jego lagodniejsza wersja SLES- Sodium Laureth Sulfate), pisalam o nich tutaj (KLIK),
- perfumy (Parfum lub Fragrance).
I wiele, wiele innych ;)
Nie mozemy jednak zapominac o tym, ze kazdej glowie co innego bedzie sluzyc. Kosmetyk, ktory dla jednych okaze sie marny w swoim skladzie , innym moze sprawic wielka niespodzianke ;) Poza tym, warto na poczatku kierowac sie zasada, o ktorej pisalam juz wczesniej, i w przypadku wyboru maski czy odzywki siegac po te oznaczone na opakowaniu napisem “bez silikonow”, oczywiscie jesli stosujemy pielegnacje bezsilikonowa, badz uzywamy tylko tych “lekkich”.
Przyznam szczerze, ze sama mam jeszcze trudnosci z czytaniem skladu i wyszukaniem dla siebie najlepszego skladowo kosmetyku, biorac przy tym pod uwage potrzeby moich wlosow i skory glowy. Mysle jednak, ze jestem na dobrej drodze i juz jako tako, opanowalam podstawy :)

Jak u Was wyglada czytanie skladow, dajecie rade ;)? Jesli macie jakies pomocne informacje na ten temat, bede wdzieczna za wszystkie rady zostawione w komentarzach :)


Zrodlo: Wizaz, Wizaz online.

Pozdrawiam serdecznie, 
 





 

 

czwartek, 22 sierpnia 2013

Moje Silikonowo, SLS- owe pojecie ;)

Witajcie,
Byl post o odzywkach i maskach i bylo o mojej silikonowej panice, teraz postaram sie wyjasnic, skad ta panika i czy tak naprawde warto bylo panikowac ;)

W zasadzie do momentu mojego wlosowego szalu, nie mialam pojecia o istnieniu silikonow w skladzie kosmetykow do pielegnacji (jak i o wielu innych rzeczach, ale to juz inna historia ;)). Jak i pojecia nie mialam, tak tez nie wiedzialam czy one rzeczywiscie szkodza, czy pomagaja, oraz jakie wlasciwie jest ich dzialanie. Kiedy probowalam to wszystko rozszyfrowac buszujac po blogach doszlo do tego, ze jako totalnie poczatkujaca, jeszcze bardziej sie zamotalam w gaszczu slow takich jak: silikon, SLS, SLES, itp.
Dlugo wychodzilam z zalozenia, ze silikony to samo zlo, ktorego nalezy unikac jak ognia (widocznie trafialam na informacje u dziewczyn, eliminujacych je zupelnie ze swojej pielegnacji ;)), natomiast nazwy typu SLS, SLES to dla mnie nie bylo nic innego jak silikony i tez sadzilam, ze trzeba sie tego wystrzegac ;)
Taka chaotyczna mieszanina faktow w glowie trwala u mnie jakis czas, do momentu az trafilam na konkretne i przejrzyste wyjasnienie tego calego silikonowo, sls-owego slownictwa. Dlatego tez sadze, ze jezeli juz wczesniej napisalam o unikaniu przeze mnie silikonow w odzywkach czy maskach do wlosow, wazne zebym wyjasnila dlaczego to robie, oraz jakie jest moje lopatologiczne rozumowanie pojecia slowa silikon i calej tej dalszej, wiazacej sie z nim otoczki ;) Mam nadzieje, ze ten wpis okaze sie pomocny dla dziewczyn, ktore tak jak ja jeszcze kilka m-cy temu, nie mialy stycznosci z tymi zagadkowymi sformulowaniami ;) Moja wiedza jednak nie jest ani fachowa ani obszerna, opiera sie tylko na tym, co udalo mi sie gdzies, kiedys przeczytac na blogach badz wizazu, wiec bede wdzieczna za wszelkie dodatkowe informacje, zostawione przez Was w komentarzach :)

Zachecam wiec do pelnego skupienia- niczym na lekcji chemii, i uwaznego przeczytania jakze interesujacego wywodu na temat silikonow i...  detergentow myjacych, zawartych miedzy innymi w naszych szamponach do wlosow- czyli SLS, SLES, itp. (jak sie okazuje jednak nie sa to silikony, a inne rownie fajne cholerstwo ;)) :)



Struktura silikonu,
R = grupa alkilowa lub arylowa


Co to jest i jak dziala silikon?
Taaa.... Moze zaczne inaczej- dla bardzo ambitnych i zadnych wiedzy, wklejam link do Wikipedii :P
http://pl.wikipedia.org/wiki/Silikony

Ok., jesli juz udalo Wam sie przez to przebrnac i zrozumiec, to pelna podziwu zachecam do dalszej lektury ;)

W moim rozumowaniu silikon (polimer), w wiekszosci jest substancja oleista, czesto wchodzaca w sklad kosmetykow do pielegnacji wlosow. Znajdziemy go wiec na przyklad w naszej ulubionej odzywce obok ekstraktow, nablyszczaczy, perfum, itp. skladnikow.
Podstawowym zadaniem silikonow na naszych wlosach jest dzialanie kondygnacyjne- czyli silikony maja nam wlosy wizualnie wygladzic, pogrubic i nablyszczyc.
Jesli wiec np. producent w reklamie obiecuje spektakularna poprawa naszej czupryny przy uzyciu danej serii kosmetykow, w dodatku w zastraszajaco szybkim tempie, to mozemy byc pewne, ze ta wlasnie seria jest naladowana silikonami ;)
Czyli niby wszystko super, bo tego przeciez oczekujemy od kosmetykow do wlosow- maja sprawic zeby nasze zniszczone straki staly sie nagle ozdoba naszej glowy i wygladaly niczym gladka, lustrzana tafla ;)!
Niestety, to nie jest takie proste, jakby sie moglo wydawac...

Silikony na naszych wlosach dzialaja miedzy innymi tak, ze wypelniaja ich ubytki tworzac jednolita strukture, porownywalna na przyklad do tego, jakbysmy obkleily sobie wlos tasma klejaca, czy sprayem pomalowyly maske auta ;)
Rzeczywiscie, czesto po ich uzyciu mozemy spodziewac sie poprawy w stanie naszych klaczkow- wygladaja na zdrowe i zadbane, jednak niestety te rezultaty nie trwaja dlugo, a wrecz prowadza do tego, ze silikony z wlosow musimy systematycznie usuwac...

Po co zatem zmywac silikony z wlosow, skoro skutecznie przy ich uzyciu mozemy zachowac pozory zdrowej czupryny?
Jezeli co jakis czas nie bedziemy silikonow z wlosow usuwac (zmywac), nabuduja sie one na nich w sporej ilosci, w efekcie czego zwyczajnie moga nam je obciazyc- wlosy beda sprawialy wrazenie przyklapnietych, a nasza fryzura straci na objetosci.
Kolejny powod zeby nasza czupryne systematycznie z silikonow oczyszczac, to sprawa doglebnego odzywiania wlosow.
Nabudowane na nich silikony, tworzac warstwe ochronna nie “wpuszcza” w glab wlosa dobroczynnych substancji, jakie im ambitnie bedziemy “serwowac”  w postaci odzywek czy masek. Tak wiec nasza mozolna pielegnacja i chec dokarmienia klaczkow na niewiele sie zda, jesli beda one „obklejone“ i nie wchlona nic z tego, co im zapodalysmy.
Ponadto, efekt koloryzacji na naszych wlosach tez moze byc wowczas inny od pozadanego, gdyz zawarte w farbach pigmenty, nie zdolaja przeniknac przez silikonowa wartwe w glab wlosa.
Takie czarne scenariusze sprawdza sie jednak tylko wtedy, kiedy w codziennej pielegnacji wlosow stosujemy “ciezkie” silikony- czyli te niezmywalne delikatnymi szamponami lub odzywkami myjacymi, i co jakis czas nie oczyszczamy (nie zmywamy) tych silikonow z naszych wlosow.

Silikony wiec dzielimy miedzy innymi na:
-te latwo zmywalne, nawet delikatnymi dzieciecymi szamponami, lub wlasnie odzywkami przeznaczonymi do mycia wlosow,
-odparywujace z wlosa, badz rozpuszczalne w wodzie,
-oraz te ciezko zmywalne, do ktorych zmycia musimy uzyc szamponu majacego w swoim skladzie silny detergent myjacy, czyli wlasnie SLS (Sodium Lauryl Sulfate), badz SLES (Sodium Laureth Sulfate).
Tak wiec, zeby zmyc niektore silikony (j.w.- te ciezkie), musimy uzyc silnego detergentu myjacego (SLS, SLES), ktory sprosta usunieciu ich z naszej czupryny.

Pomyslimy zatem- co za problem ;)?
To teraz bedzie jeszcze zabawniej ;)! Jak sie bowiem okazuje generalnie nie ma z tym wiekszego problemu. Wczesniej bowiem uzywalam wylacznie takich szamponow, nie majac pojecia co za czorty (SLS, SLES) czaja sie w ich skladzie (zreszta wiekszosc moich bliskich takze ;)). Obecnie jednak w szale wlosomaniactwa, eliminuje wszystko, co mogloby wlosom i skorze glowy, w jakikolwiek sposob zaszkodzic.

Jakie zlo wyrzadza nam SLS czy SLES- silny detergent (siarczan) myjacy, wchodzacy w sklad szamponu do wlosow (potrzebny do zmycia uzywanych przez nas, ciezko zmywalnych silikonow)?
Jest to chyba najbardziej popularny detergent myjacy, ktory znajdziemy rowniez miedzy innymi np. w plynie do kapieli, czy o zgrozo, w… plynie do naczyn ;)
Ma on za zadanie dobrze oczyscic „szorowana“ nim powierzchnie, miedzy innymi skore naszej glowy... Pewnie tez dobrze ja oczyszcza, czesto jednak pozbawiajac nas przy tym naturalnej wartswy ochronnej (bariery lipidowej), czyli np. chroniacego naszego skalpu sebum. Wlosy pozbawione bariery lipidowej, daja miedzy innymi efekt niezlego puchu na glowie- woda moze wowczas bez przeszkod z nich wyparowac.
Po pewnym czasie stosowania takiego szamponu ( z silnymi detergentami) moze dojsc rowniez do podraznienia skory glowy- zwlaszcza jezeli jestesmy wrazliwcowcami, lub przeszuszenia wlosow. Ponadto, zeby bylo jeszcze weselej, wyszuszona i podrazniona glowa w gescie obrony czesto zaczyna wytwarzac wiecej loju... i tutaj kolo sie zamyka.
Siegamy wiec po silniejsze szampony, zeby wlosy domyc, a nasz skalp i wlosy “odpowiadaja” tymi wlasnie fajnymi atrakcjami w postaci puch up, czy lojotok ;)
Nie ma jednak co panikowac, nie u wszystkich zadziala to wedlug takiego czarnego scenariusza ;) Znam osoby uzywajace szamponow z SLS latami, a ich lepetyna pozostaje nadal w dobrej formie.
Nie pozostaje wiec nic innego, jak obserwacja wlasnej czupryny i przekonanie sie na swojej glowie, czy rzeczywiscie takie szampony sa dla nas zle, a co za tym idzie, czy warto stosowac w codziennej pielegnacji tak zwane “ciezkie silikony”, ktore pozniej przy uzyciu tych silnych detergentow musimy z naszych wlosow usunac. Nie zmienia to jednak faktu, ze co jakis czas (raz na tydzien, badz 2 tygodnie), warto umyc glowe szamponem z SLS, chociazby po to aby dokladnie oczyscic skalp i wlosy z resztek olei, czy masek, ktore gdzies tam przy uzyciu delikatniejszych detergentow, moga na wlosach pozostac niezmyte.

Wlasciwie jakie sa te dobre strony stosowania silikonow?
Zawarte w naszych kosmetykach, oprocz tych negatywnych aspektow, maja tez wiele plusow.
Jak juz wczesniej pisalam, mozemy przy ich uzyciu dosc szybko uzyskac efekt zdrowo wygladajacej czupryny, co niestety jest tylko zludnym wrazeniem. Dodatkowo daja wlosom bariere ochronna przed urazami mechanicznymi, wysoka temperatura z szuszarki, czy chocby promieniowaniem UV, natomiast zabezpieczone serum silikonowym koncowki, beda mniej podatne na uszkodzenia.
Czy zatem warto calkowicie rezygnowac z silikonow?
Mysle, ze to bardzo indywidualna kwestia i o tym powinien kazdy zdecydowac samodzielnie, uwzgledniajac potrzeby wlasnych wlosow i skory glowy.
Ja osobiscie staram sie ich unikac z tego wzgledu, ze wkladajac wiele pracy i serca w pielegnacje, mimo wszystko nadal obawiam sie, ze obklejone silikonami wlosy dostana zbyt malo skladnikow odzywczych (taka moja mala paranoja ;)). Do tego, jako wlascicielka wrazliwego skalpu (moja zmora :/),  nie chce podrazniac go jeszcze bardziej szamponami z SLS- owym skladem. Zdarza sie jednak, ze wybierajac sie na basen, chetnie po nie siegam w celu wiekszej ochrony wlosow przed chlorowana woda, czy intensywnym sloncem.
Jak obecnie wyglada moja pielegnacja po odstawieniu wiekszosci silikonow napisze w osobnym poscie.

Ponizej wklejam jeszcze przydatna tabelke i podzial silikonow wg. Wizazu. Jednoczesnie zdajac sobie sprawe, jak trudne jest zapamietanie tych wszystkich nazw "ciezkich" silikonow, a chodzenia ze sciaga po sklepie przed zakupem odzywki czy maski moze byc pracochlonnym i nieciekawym zajeciem, podpowiadam, ze najciezsze silikony przewaznie maja w swojej nazwie koncowke CONE, a to juz latwo zapamietac ;)



ROZPUSZCZLNE W WODZIE
- dimethicone copolyol
- lauryl methicone copolyol
- hydrolyzed wheat protein hydroxypropyl polysiloxane
- silikony z PEG na poczatku - decydującą jest cyfra/liczba widniejąca przy PEG. Zasada jest prosta - im wyższy znacznik, tym większa rozpuszczalnośc w wodzie.
Zgodnie ze źródłem każdy poniżej 4 nie rozpuszcza się w wodzie wcale, zaś powyżej 10 - bardzo dobrze.

NIEROZPUSZCZALNE W WODZIE, ŁATWO USUWANE ZA POMOCĄ ŁAGODNYCH SZAMPONOW (np. typu Hipp)
- amodimethicone ( ktory czesto jest laczony z trideceth-12 i cetrimonium chloride co jeszcze bardziej ulatwia zmywanie) - bardzo fajny silikon
- dimethicone
- dimethiconol
- beheonoxy dimethicone
- phenyl trimethicone

WYMAGAJĄCE SULFATES (SLS, SLES) DO USUNIĘCIA
- simethicone
- trimethicone
- trimethylsilylamodimethic one
- trimethylsiloxysilicates

ODPAROWUJĄCE Z WŁOSA, (do zmycia wystarczy odżwyka)
- cyclomethicone (link 2 o cyclomethicone)
- cyclopentasiloxane
- cyclotetrasiloxane
- cyclohexasiloxane
- octamethyl cyclotetrasiloxane

Zrodlo: Wizaz, Wikipedia.


Jak u Was wyglada sprawa z silikonami, stosujecie na co dzien?

Pozdrawiam serdecznie,
Ewa

niedziela, 18 sierpnia 2013

Co mi pomogło, co mi zaszkodziło, a co uważam za odkrycie na miarę cudu ;) Czesc 3.

Odzywki, maski... i moj wlosowy cud ;)

Odkad pamietam, zawsze stosowalam jakies odzywki do wlosow. Nakladalam je na chwile po myciu i tak wygladala moja cala pielegnacja. Nabywalam je bedac w Niemczech, bo juz kilkakrotnie przekonalam sie na wielu produktach kosmetycznych , czy chemicznych, ze w dzialaniu sa one duzo lepsze od ich polskich odpowiednikow. Teraz natomiast, moja Siostra smieje sie, ze kiedys chcialam tylko niemieckie, obecnie mam szal na polskie i rosyjskie ;D
Z reguly byly to odzywki znanych drogeryjnych marek, gdzie producent obiecywal cuda wianki, a ja wierzylam ze to, co jest gwarantowane w reklamie czy na opakowaniu, rzeczywiscie jest gwarancja takiegoz dzialania na wlosach ;) Jeszcze wtedy nie mialam pojecia o mozliwosci, jaka daje chocby minimalna umiejetnosc czytania skladu, zwanego na opakowaniu kosmetyku Ingredients. Dzieki temu, mozemy same spojrzec, na ktorym miejscu w gaszczu tych dziwnych nazw jest dany wyciag, ekstrakt, badz olejek i ocenic czy dany produkt tak naprawde jest wart swojej ceny (o czytaniu skladow innym razem).
Skutecznosc konkretnej odzywki sprawdzalam stopniem (badz nie) wygladzenia mojej czupryny. Zawsze kupujac nowa, wyszukiwalam tylko w tych, ktore miala zagwarantowac mi gladka, swiecaca tafle wlosow na glowie. Niestety, tak naprawde nigdy takiego efektu nie osiagalam, a jesli juz to tylko na odrostach, z tego prostego wzgledu, ze po pierwsze moje wlosy nie naleza do gladkich i lejacych (o czym zawsze marzylam), po drugie zniszczenia byly tak spore, ze pewnie najlepszy skladowo kosmetyk nie dalby rady im sprostac. Wlosy byly sianowate, puszyly sie i tyle. W sumie nie powinno to nikogo dziwic, skoro przez 4 lata katowalam je rozjasniaczami, wczesniej natomiast serwowalam im wszelakie kolory teczy ;)
Co do masek, to takowych nie uzywalam nigdy. Wolalam nalozyc odzywke na 2 min. po myciu przekonana, ze maska, a odzywka to jedno i to samo z ta tylko roznica, ze maske trzeba dluzej trzymac na wlosach, a to juz wydawalo mi sie zbedna strata czasu ;) Pamietam nawet, ze na kilka m-cy przed wyjazdem do Niemiec, odkupilam od kolezanki jakas maske bananowa, namowiona Jej zachwytami nad pieknym zapachem, ale nakladalam ja tak samo jak odzywke, a po przyjezdzie wyrzucilam prawie cale opakowanie.
Z momentem kiedy zaczelo sie moje wlosomaniactwo, zaczal sie tez szal zakupowy ;) Pewnie wiele dziewczyn powiela ten blad, ale z reguly chec wyprobowania danego kosmetyku i powiekszenia swojej kolekcji "ulepszaczy" jest silniejsza. Jak zwykle, czlowiek uczy sie na bledach ;)
Sledzac blogi i kanaly na YT spisywalam sobie nazwy wszystkich polecanych odzywek badz masek, ktore moglyby i mi pomoc. Niestety, wiekszosc z nich w Niemczech byla niedostepna, a moja wiedza nie byla jeszcze na takim etapie, zebym sama mogla zaopatrzyc sie w cos naprawde godnego uwagi, w dodatku z fajnym bezsilikonowym skladem. Jedyne z polecanych, ktore w tym okresie udalo mi sie nabyc w Rossmanie, byly odzywki z serii Isana rozowa i niebieska, oraz maska Alterra granat i aloes. Te odzywki stosuje do dzisiaj, jako pierwsze O w metodzie OMO. O metodzie OMO pisalam tutaj:( http://wlosynaemigracji.blogspot.de/2013/08/moja-wlosowa-pielegnacja-czyli-co-robie.html
Maska natomiast poszla w odstawke- totalnie nie sprawdzila sie na moich wlosach.



Moje zakupy wygladaly wiec z reguly tak, ze kupywalam cos, co wydawalo mi sie ok., po czym wracalam do domu, sprawdzalam sklad i ujrzawszy silikon, z przerazeniem w oczach odkladalam dany kosmetyk na polke.
Bardzo przydatny, alfabetyczny czytnik skladow :)

Dlaczego tak bardzo unikalam silikonow?
Oczywiscie balam sie oblepiania przez silikony, majac wizje na maksa obklejonych wlosow, ktore nie sa w stanie wchlonac wystarczajaco duzo substancji odzywczych z serwowanych im zabiegow.
Moja czupryna byla w fatalnej formie, wiec chcialam ja mozliwie doglebnie odzywic, jednoczesnie minimalizujac przy tym mycie wlosow szamponem z silnymi detergentami (w celu zmycia tych silikonow). W ten o to sposob kolejne szampony o ciezkim skladzie, ladowaly obok nieuzywanych masek, mgielek i odzywek ;) (O silikonach i SLS wedlug mojego rozumowania, napisze w osobnym poscie).
Taka chaotyczna akcja kupywania trwala dosyc dlugo. Z tego tytulu, moja kolekcja rzeczywiscie sie powiekszyla, ale niekoniecznie byly to fajne zdobycze ;)
Przelom nastapil, kiedy trafilam do drogerii dm, ktora miesci sie zreszta w moim obecnym miejscu zamieszkania ;) Odkrylam spory asortyment, majacy w dodatku na opakowaniu oznaczenie “bez silikonow” :)
Dla mnie poczatkujacej, to bylo zbawienne i mysle ze bylo strzalem w dziesiatke- pomoglo uniknac kolejnych, nieprzydatnych zakupow. Ponadto napis kosmetyki naturalne, tez mocno zachecal. Pelna euforii, kupilam wiec kilka ciekawych skladowo i cenowo przystepnych odzywek i masek. Recenzje na ich temat beda systematycznie pojawiac sie na blogu. Na razie jednak, chcialam napisac o masce i odzywce, ktore na moje wlosy zadzialaly najlepiej i szczerze polecam je wyprobowac, jesli macie dostep do kosmetykow z sieci dm :)

Bezsilikonowa maska do wlosow Balea- figi i perly, przeznaczona do wlosow sztywnych i bez polysku. Dodatkowo ulatwiajaca rozczesywanie i zawierajaca formule nablyszczajaca.
W mojej dotychczasowej przygodzie z maskami, ta akurat jest faworytem numer jeden! Uzywam jej, nakladajac na okolo pol godziny przed myciem (mimo ze producent zaleca 2, 3 minuty). Na glowe zakladam czepek i owijam wszystko recznikiem.
Maska ma fajna gesta konsystencje, wiec mysle, ze starczy na dlugo, oraz bardzo przyjemny zapach. Jednak po umyciu, na wlosach zapach sie nie utrzymuje, a szkoda. Kiedy ja splukuje, wlosy juz sa niesamowicie miekkie i mile w dotyku. Czesto zdarzalo mi sie zauwazyc, ze mimo zastosowania jakiejs maski, po jej splukaniu i umyciu czupryny szamponem, wlosy stawaly sie szorstkie. Do normy wracaly dopiero po wysuszeniu. Przy uzyciu tej maski takiego efektu nie ma.
Poza tym, producent obiecuje jedwabny polysk.
Czy rzeczywiscie sama maska taki daje, do konca tego nie wiem, poniewaz do ostatniego plukania wlosow uzywam plukanki z siemienia lnianego, ktora tez dziala nablyszczajaco. Nie zmienia to jednak faktu, ze ta maska jest godna uwagi i wyprobowania.  Na pewno jak zapewnia, wlosy po masce nie sa sztywne, wrecz przeciwne. Ponadto, rozczesuja sie bez problemu.
Za opakowanie 200 ml, zaplacilam niecale 3 euro, wiec mysle ze maska jest warta swojej ceny. Wlosy po jej uzyciu nie pusza sie (nie ma efektu siana), sa ladnie nawilzone, oraz miekkie w dotyku. Uwielbiam ja stosowac- w porownaniu do innych, ktore posiadam, daje naprawde super efekty! W chwili obecnej jest to moj pewniak :)!



Kolejne odkrycie warte wyprobowania:
Bezsilikonowa odzywka alverde- Aloes i Hibiskus, do wlosow suchych i zniszczonych, mocne odzywienie.
Szczerze polecam ta odzywke. Nie pamietam ceny, ale mysle ze gdzies w granicach 2 euro. Z kilku zakupionych w oblednym szale odzywek w dm, ta akurat spisala sie u mnie najlepiej. Jej dzialanie na moich wlosach bylo tez duzo lepsze, od odzywek Rossmanowskich.
Odzywka jest gesta w konsystencji (prawie jak krem), zapach juz nie jest tak przyjemny, jak w przypadku maski Balea, jednak nie jest tez tragiczny- ot typowy, odzywkowy zapach ;)
Na wlosach rzeczywiscie sprawdza sie super i jak obiecuje producent, tak wlosy po niej sa naprawde fajnie odzywione, miekkie w dotyku i nie ma efektu puchu.




Jesli macie dostep do kosmetykow z dm, naprawde warto te dwa wyprobowac na swojej glowie, choc wiadomo nie od dzisiaj, ze kazdy czlowiek jest inny, tak tez wlosy sa rozne i nie u wszystkich dany produkt sprawdzi sie rownie dobrze. Ceny sa przyzwoite, sklady calkiem niezle, najwazniejsze jednak, ze akurat te dwa wyzej wymienione przeze mnie produkty rzeczywiscie dzialaja w taki sposob, jak dzialac powinny :) Mysle, ze kiedys wlasnie ktorys z tych kosmetykow pojawi sie u mnie na blogu jako rozdanie konkursowe ;)




O to to zle cos, co mi zaszkodzilo i to bardzo ;)
Maska do wlosow Schauma- Krem i olejki z intensywnymi proteinami
Z reguly dany kosmetyk albo sprawdzal sie na moich wlosach albo nie, nie robiac im przy tym krzywdy. Ta maska jednak, spowodowala u mnie przeproteinowanie pierwszego stopnia, wywolujac przy tym panike na maksa ;(! Zdaje sobie sprawe, ze niekoniecznie maska jest zla, jednak na moich wlosach zadzialala w taki, a nie inny sposob.
Nalozylam ja na pol godziny pod recznik i czepek. Ambitnie chcialam dostarczyc wlosom protein. Jak to jednak czesto bywa w przypadku przeszuszonych wlosow, z proteinami one niebardzo sie lubia. Dodatkowo maska zawiera silikony w skladzie, a zauwazylam, ze moim klaczkom zdecydowanie lepiej sluzy pielegnacja bezsilikonowa.
Efekt po umyciu byl jeszcze znosny, chociaz juz widzialam, ze wlosy sie pusza. Chcac ratowac sytuacje, nalozylam na calosc odrobine mieszanki olejku dm- migdal i argan. Niestety, nastepnego dnia przezylam szok widzac na mojej glowie siano, porownywalne do poczatkowego okresu mojej pielegnacji :/ Przerazilam sie, ze popalilam wlosy na nowo i ciezko mi bedzie wrocic do tego, co osiagnelam. Na szczescie wybawieniem okazalo sie olejowanie na cala noc, mycie i porzadne nawilzenie odzywka. Po tej przygodzie nieszybko skusze sie na kosmetyk z duza zawartoscia protein, a laminowanie wlosow domowym sposobem, automatycznie poszlo w zapomnienie ;) Maska natomiast czeka na lepsze czasy.


 


Na samym koncu podsumowania moich odkrych (tutaj akurat nie mojego bezposrednio), cos z kuchni i natury ;). Cos najprostszego, najtanszego i chyba najbardziej dla wszystkich dostepnego, wyslawianego przeze mnie do miana cudu- siemienia lnianego :)!

O siemieniu i jego swietnym dzialaniu na wlosach, przeczytalam na kilku blogach. Zapragnelam jego wlasciwosci wyprobowac tez u siebie... i przepadlam ;) Od tamtej chwili te zlociste nasionka staly sie nieodlacznym elementem mojej pielegnacji wlosowej. Na szczescie sa one latwo dostepne i kosztuje naprawde niewiele.
Poczatkowo siemie lniane zamowilam w aptece, jednak z czasem przekonalam sie, ze i w Niemczech w markecie jest ono do kupienia.



Dlaczego dla mnie jest to odkrycie na miare cudu?
Nie bede tutaj sie rozpisywac nad jego wspanialymi wlasciwosciami, informacji w internecie na ten temat jest naprawde sporo. Dla mnie przede wszystkim, w pielegnacji wlosow siemie lniane idealnie sprawdza sie w trzech, bardzo waznych kwestiach:
-Po pierwsze, genialnie nawilza moje przeszuszone wlosy. Po olejowaniu, jest to kolejny hit, ktory doprowadzil je do stanu w jakim sa teraz. Zauwazylam nawet, ze w cieple dni wlosy po olejowaniu bywaja obciazone, natomiast maska z siemienia lnianego, super na nie dziala (jednak z olejowania absolutnie nie rezygnuje).
-Po drugie, moja skora glowy bywa czesto podrazniona- piecze i swedzi. Siemie lniane, jako maska na skalp, swietnie lagodzi wszelkie podraznienia i nawilza wyszuszona skore.
-Po trzecie, jako posiadaczka “nijakich” wlosow- ani prostych ani kreconych, dzieki tym niepozornym ziarenkom, jestem w stanie na mojej czuprynie wyczarowac calkiem ladne fale, nie niszczac jej przy tym, jak to bywa przy uzyciu pianek czy zeli.

Jak stosuje siemie lniane?
Niezmielone ziarenka siemienia gotuje na malym ogniu w proporcjach 1 lyzka na szklanke wody, przez okolo 15 minut (poczatkowo stosowalam zmielone, jednak nie przecedzaly sie dobrze i czasami cos zostawalo we wlosach).
Kiedy wywar jest gotowy, od razu przecedzam go przez sitko, bo jesli ostygnie jest to w zasadzie niemozliwe (robi sie galaretkowa papka) ;)
Raz, badz dwa razy w tygodniu, taka lniana papke nakladam na godzine przed myciem na skore glowy i wlosy jako maske. Na to oczywiscie zakladam czepek i recznik, aby w cieple len lepiej zadzialal. Pozniej standardowo zmywam wszystko, jak przy uzyciu zwyklej maski.
Natomiast do uzyskania fal na wlosach, uzywam siemienia lnianego jako zel. Tutaj obieram proporcje 2 lyzki na szklanke wody, gotuje tez  przez 15 minut. Jednak wedlug zalecen dziewczyn z blogow, zel lniany uzywam dopiero nastepnego dnia.
Gotowy zel nakladam w sporej ilosci na umyte i jeszcze wilgotne wlosy, poczym ugniatam je rekoma od dolu ku gorze do momentu, az wlosy nie beda posklejane. Przewaznie tak sobie siedze i gniote te klaczki az wyschna zupelnie ;) Po wyschnieciu czupryna nabiera ladnego, naturalnego skretu, w dodatku jest super nawilzona :)
Siemie lniane stosowane jako maska badz zel lniany, dodatkowo bardzo ladnie nadaje wlosom objetosci (wlosy u nasady tez sa fajnie podniesione), oraz daje efekt calkiem niezlego polysku. Sprawia, ze wlosy sa nawilzone, bardzo mile i miekkie w dotyku.
Stosuje tez siemie jako plukanke do wlosow, ale o tym napisze w osobnym poscie na temat stosowanych przeze mnie plukanek ;)

Mysle, ze pokrotce podsumowalam moja dotychczasowa, swiadoma pielegnacje wlosowa. Nie trwa ona zbyt dlugo, jednak sadzac po obecnej kondycji czupryny, mam wrazenie ze chyba udalo mi sie obrac wlasciwy kierunek. Nie zmienia to jednak faktu, ze jeszcze dluga droga przede mna ;) Ciagle ucze sie nowych rzeczy, chetnie chlone wiedze i testuje nowe kosmetyki, wiec bede dzielila sie na biezaco opiniami na ich temat na blogu ;)
A jaki jest Wasz pewniak nr jeden? Uzywacie siemienia lnianego na swoich wlosach? 

Pozdrawiam Was serdecznie,
Ewa