wtorek, 22 kwietnia 2014

I po urlopie- pierwsze wrazenia ;) Przypominam o rozdaniu i zapraszam serdecznie :)!

Witajcie,

z calego serca dziekuje Wam za mile komentarze i zyczenia swiateczne pod poprzednim postem :*** 

Niestety Corka miala fatalny zasieg, wiec wejsc na bloga nie bylo szans, nawet, gdyby udalo mi sie Ja przekonac do laskawego uzyczenia telefonu ;( Trudno, teraz nic, tylko nadrabiac zaleglosci, a troche sie ich zebralo ;)

***

Po paru naprzemiennie slonecznych, deszczowych i przede wszystkim wietrznych dniach, spedzonych nad Morzem Polnocnym, czas wrocic do rzeczywistosci ;)

Wszystko, co dobre, szybko sie konczy, wiec i nasz pobyt zdecydowanie zbyt szybko uplynal… 




Ogolnie wyjazd uwazam za udany (piekne widoki, szum fal, ktory tak kocham, mewy, na ktore nie moge sie wrecz napatrzec, morze), choc chorobsko, ktore mnie rozlozylo tam na maksa, plus goraczka, nieco pokrzyzowaly mi plany ;/ Jeden dzien odpadl mi prawie zupelnie- wiekszosc czasu spedzilam w hotelu. Trzy noce nieprzespane (meczacy kaszel), do tego "tony" husteczek walajacych sie w kazdej kieszeni, purpurowy nos, zimno na wardze, itd.- to wszystko mocno irytowalo, a i na pamiatkowych zdjeciach wygladam, jak zjawa ;D
Mimo tego, dalam rade i odwiedzilam kilka fantastycznych miejsc, w tym dwie osobne wyspy, gdzie udalo mi sie wreszcie zobaczyc morze J W miejscowosci, w ktorej mieszkalismy- Bensersiel, wode mialam mozliwosc ujrzec tylko raz ;D Co z tego, ze z balkonu pokoju mialysmy widok na morze, jesli to morze nad ranem sobie odplywalo ;) Przyplywy za to, musialy byc w srodku nocy ;) Zachody slonca nad morzem- bez morza, to ci dopiero „atrakcja“ ;)!

Choroba, choroba, ale chyba najbardziej zirytowalo mnie to, ze juz w trzecim dniu pobytu, wyladowal mi sie aparat. Co tam pusta bateria, skoro ma sie ze soba ladowarke, prawda ;)? Taaa, o ile i ladowarki, jak na zlosc szlag nie trafi ;/ Nie udalo mi sie zatem zrobic zdjec o jakich marzylam, zwlaszcza, ze oczywiscie aparat padl wlasnie na wyspie z fotki z poprzedniego posta- Langeoog (jest to moja ulubiona i wedlug mnie, najpiekniejsza wyspa).
Na szczescie Siostra miala swoja cyfrowke, a i Oliwia popstrykala troche zdjec telefonem :)

No i wykrakalam sobie przygode. Wprawdzie niekoniecznie o takiej marzylam, ale musze przyznac, ze dreszczyk emocji byl, a jakze ;)!
Ambitnie podczas odplywu na Langeoog, przeslismy spory kawalek w strone morza, zeby dojsc do wody. Oczywiscie widzielismy, ze przyplyw sie zaczal, ale nie przewidzielismy, w jakim ekspresowym tempie woda przyplywa. W pewnym momencie zostalismy na waskiej wysepce, zupelnie odcieci od plazy. Brzmi dramatycznie ;)?
O ile mi wiadomo, kilka razy tygodniowo w sezonie urlopowym, helikopterem trzeba ratowac takich bezmyslnych turystow (choc i podczas naszego pobytu dwa razy sciagali ludzi) ;) W zeszlym roku widzielismy, jak pies, ktory spuszczony ze smyczy dostal szaleju na plazy, kompletnie sie przy tym nie sluchajac, rowniez w taki sam sposob zostal uwieziony otaczajacym go z kazdej strony morzem. Na szczescie u nas nie bylo az tagiego niebezpieczenstwa ;) Wprawdzie ja z goraczka, przy dosc mocnym wietrze, temperaturze absolutnie nie zachecajacej do kapieli, musialam zdjac buty, podwijac spodnie i przedzierac sie przez lodowata wode, ale na szczescie nie bylo gleboko ;) Musze jednak przyznac, ze lakka panika przez chwile byla, zwlaszcza, ze wszystko trwalo sekundy, a my bylismy pewni, ze zdazymy dobiec jeszcze do jedynego przejscia, jakie dzielilo nas od plazy ;)
(Na zdjeciu powyzej mozecie zobaczyc, o co mi chodzi. Zapewniam, ze tej wody z przodu, kiedy bardziej zalalo bylo zdecydowanie wiecej, a wysepka nagle zrobila sie strasznie waska ;)).

Podczas tego wyjazdu przelamalam rowniez moj lek przed winda. Znaczy, nie do konca, jednak przynajmniej odwazylam sie nia jezdzic ;) Pewnie wybralabym wdrapywanie sie po schodach, ale dla mojej lekko upasionej suni Leny, wchodzenie kilka razy dziennie na 3 pietro nie bylo dobra alternatywa. Normalnie mialaby przymusowy sport, jednak ze wzledu na jej problemy z tchawica, wolalam ja zwalczyc swoj opor ;)

To tyle, jesli chodzi o pierwsze wrazenia po podrozy J Wiecej pojawi sie w poscie “Chwile w obiektywie”, jak tylko uda mi sie zebrac wszystkie zdjecia ;)


***

Wczoraj na dzien dobry, podraznilam sobie lepetyne :/ Wrocilismy dosc pozno, nie chcialo mi sie szukac szamponu w walizce, wiec do umycia wzielam inny, choc tez z Logony. Dzisiaj “place” za moje lenistwo- swedzi, piecze, lupiez sie sypie :/ Czas chyba zahennowac skalp ;) 
Poza tym, niestety wypadanie na urlopie mocno przybralo na sile :( Pewnie i codzienne noszenie grubej czapki, dosc mocny wiatr i obchodzenie sie z wlosami "na szybko", mialo na to wplyw.


Dziekuje nakreconym Dziewczynom za linki :* 

Jutro pojawi sie post rocznicowy ;) Powoli tez musze zaczac liczyc Wasze glosy J!

Ciesze sie, ze wracam i od razu pedze zobaczyc, co tez u Was nowego J


***

Przypominam jeszcze o rozdaniu i zapraszam serdecznie :)!- KLIK




Pozdrawiam serdecznie,



50 komentarzy:

  1. Piękne miejsce, zazroszczę wyjazdu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, pieknie tam i warto, jak sie okazja pojechac :)

      Usuń
  2. Heh, ale przygodę miałaś! :D Choć właściwie też chciałabym przeżyć to samo, co Ty. :D Ten dreszczyk emocji... Uwielbiam adrenalinę itd. :D
    I gratuluję przełamania lęku - wiem, że to trudne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszcze pociagu do przygod, ze mnie panikara na maksa, wiec dopiero teraz ze smiechem moge wspominac ;D
      Dziekuje! Dokladnie nie jest latwo walczyc ze swoimi lekami ;)

      Usuń
  3. No to miałaś przygodę! :-) Przyznam, że i ja pewnie 'posikałabym się ze strachu' . Ale.. przynajmniej jest co wspominać :-)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, wierz mi, ze i mi niewiele do takiego stanu brakowalo ;D Fakt, teraz w bezpiecznym miejscu mozna sobie powspominac ;)

      Usuń
  4. Mieszkam w Langenfeld, i jak przeglądam blogi dużo nas jest z NW. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natrafilam dopiero tylko na Twoj blog i Dziewczyny, ktora mieszka 15 min. drogi ode mnie ;) Fajnie, ze w blogosferze mozna odnalezc "Sasiadow" z NW :)))) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Zaczynając od początku, też uwielbiałam mewy ah...do czasu jak pojechałam pod namioty nad Bałtyk i tym swoim skrzeczeniem! budziły o 4 rano! czar prysł :D Zdjęcie piękne ale mogłaś stanąć na tle, nawet tyłem akurat pasowałaby bo masz się czym pochwalić i ze zjawy byłoby zjawiskowo :) Ja się cieszę że już wróciliście :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmnie tak to "skrzeczenie" rozbrajalo ;) Wprawdzie mnie nie budzilo, wiec pewnie dlatego ;D Kochana, nawet tylem nie bylo szans, wlosy w zasadzie caly czas podczas wyjazdu mialam zwiazane, zeby je uchronic przed mega silnym wiatrem ;) Ja tam bym chetnie jeszcze przedluzyla urlop i nawet byla taka opcja, ale Oliwii sie delikatnie mowiac pomysl nie spodobal- znajomi najwazniejsi ;) :*

      Usuń
  6. Chętnie zobaczyłabym więcej zdjęć z Twojego urlopu. Szkoda, że przypałętało się to choróbsko, ale mam nadzieje, że mimo wszystko odpoczełaś:)
    A ja jeszcze rzutem na taśmę zgłosiłąm się do Twojego rozdania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, pod koniec miesiaca pewnie dodam posta "Chwile w obiektywie", wiec serdecznie zapraszam, bedzei wiecej zdjec :) Dziekuje, zdecydowanie przez te kilka dni odpoczelam :)

      Usuń
  7. no dreszczyk emocji faktycznie był, ale jest co wspominać ;) Bardzo fajnie, że wypoczynek się udał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie, teraz mozna sie posmiac i powspominac :)

      Usuń
  8. Przyznam,ze tez mam takiego pecha z chorobami w najmniej odpowiednim momencie :/ , tak czy siak dobrze,ze wypoczynek udany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otoz to, zawsze jak jakas wazna okazja, czy wyjazd, mnie cos musi brac ;/ Najwazniejsze jednak, ze mimo tego dalam rade :)

      Usuń
  9. Zazdroszczę strasznie takiego wyjazdu. Widoki musiały być super, a i historia z utknięciem na wysepce wydaje się "fajna":D Przynajmniej jest co wspominać i opowiadać;)
    Oo widzę,że nie tylko ja boję się wind! A już najgorsze są takie stare...zawsze wolę wejść po schodach, chociażby na 12 piętro. Tylko inni patrzą wtedy na mnie jak na głupią...;p
    Jakie problemy z tchawicą ma Twoja sunia? Mój pies (a właściwie piesek;p) ma problemy z zapadającą się krtanią i zastanawiam się czy to ten sam problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrazam sobie, jak inni na Ciebie patrza, jesli wolisz sie wdrapywac na 12 pietro ;D Wierz mi, ja tez, jak widze te male, stare, trzeszczace klitki, chetniej wybieram schody ;)
      Tak, to to samo, niestety :( Jakiej rasy jest Twoj psiak, tej york? U nich to znana wada, niestety czesto w pozniejszym wieku nabiera na sile. Przez to chorobsko, stracilam juz najukochanszego psa Neo :( Probowalismy go ratowac i podjelismy ryzyko operacji, ktora niestety do tanich- jak i cale leczenie, nie nalezy, jednak po operacji, tylko kilka dni bylo dobrze, organizm nie dal rady- mial niecale 4 lata :( Obecnie i moja sunia Lena i moj pies Edzio- ich wspolny syn, rowniez maja taki problem, jednak raczej nie podejme juz ryzyka, wiec staram sie ich oszczedzac.

      Usuń
  10. Czekam za zdjęcia! :)
    Ale dreszczyk emocji musiał być hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beda zdjecia pod koniec m-ca :) Oj, byl Kochana, wierz mi ;D!

      Usuń
  11. Zazdroszczę wyjazdu, wypoczynek musiał być na prawdę świetny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bylo naprawde rewelacyjnie, nad morzem, musi byc milo ;)

      Usuń
  12. Piekny widok :) fajnie, że wypadzik się udał i ta historia z przypływem niezła :D hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest sie z czego posmiac i powspominac, ale wierz mi, w pewnym momencie nie bylo mi do smiechu ;D

      Usuń
  13. Zabawna przygoda Was spotkała :D Przykro mi, że złapała Cię choroba na wyjeździe :( Ja mam do takich spraw wyjątkowego pecha, np. w tamtym roku całe wczasy chodziłam o kulach, więc też nie powiem żebym się wyszalała :D Fajnie, że już wróciłaś, szkoda że z łupieżem :D haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Kochana, na szczescie juz jest lepiej :* No to faktycznie poszalalas na wakacjach, faktycznie pech ;D Taaa, nie ma, jak to powrot w wielkim stylu, od razu z podrazniona lepetyna ;D

      Usuń
  14. Jednym słowem - udany urlop ;) Dobrze, że po Was helikopter nie musiał lecieć. Mam nadz, że już czujesz się dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie tak :) Cale szczescie, ze nie musial, to taka akcja ratunkowa kosztuje kilka tys. Euro, oczywiscie na koszt ratowanego ;) Dziekuje, juz mi zdecydowanie lepiej :*

      Usuń
  15. Nie ma urlopu bez przygód :)
    Zazdroszczę ci wypoczynku, mam teraz sporo na głowie i przez najbliższy miesiąc będę zestresowana na pewno, ale potem urlop u mnie także bedzie :)

    Pozdrawiam cię cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, to wspolczuje mlynu ;/ Mam nadzieje i zycze z calego serducha, zebys i Ty szybko doczekala sie wypoczynku :*

      Usuń
  16. Ja też byłam chora, grypa, zapchany nos, kichanie, gorączka, no więc witaj w klubie.
    Piękna ta fotka, ale z tym morzem mnie nastraszyłaś, ja słabo pływam, pewnie bym dostała zawału :-p
    I nie wiem czy widziałaś, ale wygrałaś nagrodę niespodziankę w moim rozdaniu więc wyślij mi swój adres na monikabardyga@ymail.com :*:* Buzie urlopowiczko:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspolczuje Kochana i wiem, co czujesz ;D Mam nadzieje, ze szybko Cie pusci, zwlaszcza, jak jeszcze pracowac musisz! Wierz mi, mimo ze plywam dosyc, to i mi do zawalu niewiele brakowalo ;P Tos mi sprawila niespodzianke, dziekuje za informacje :***

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. Oj tam, pewnie i Ty niedlugo jakis zorganizujesz ;) Tutaj mamy dosc blisko do morza, w Polsce ostatni raz bylam jakies 9 lat temu ;)

      Usuń
  18. Przygody muszą być, chociaż nudno nie jest :D
    Uwielbiam wypady nad morze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie, choc w trakcie tej przygody, czlowiek malo zawalu sie nie nabawi ;D Ja rowniez uwielbiam morze, a ze tutaj mamy do niego dosc blisko, wiec trzeba korzystac ;)

      Usuń
  19. Przygoda faktycznie dosyć straszna, ale przynajmniej będzie co wspominać. Szkoda tylko, że na lot helikopterem nie udało się załapać :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnoscia bedzie co wspominac :) Akurat nie ubolewam nad brakiem helikoptera, bo pewnie balabym sie jeszcze bardziej do niego wsciasc, poza tym, taka wycieczka to koszt rzedu kilku tys. Euro, oczywiscie na koszt ratowanego ;D Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  20. Dziękuję za odwiedziny i obserwację,ja także będę tu zaglądać :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemnosc po mojej stronie :) Bardzo mnie to cieszy :)

      Usuń
  21. Choroba na urlopie to prawdziwa złośliwość losu. Mam nadzieję, że jednak złapałaś trochę oddechu i zobaczymy porcję nowego zapału na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak, urlop i choroba, to nie jest dobre polaczenie ;) Oddechu nieco zlapalam, wiec i ja licze na nowy przyplyw weny ;)

      Usuń
  22. Mam nadzieję,że wypoczęłaś ,a przygoda zostanie miłym wspomnieniem, jakby jej nie było,urlop nie zapadłby tak w pamięci.BUZIOLE!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie Kochana, z pewnoscia ten urlop zapamietam ;D Udalo mi sie wypoczac, choc te kilka dni ;)

      Usuń
  23. Pisałam że jesteś kochana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to dopiero jestes kochana, Wrazliwcu :***!

      Usuń
  24. Ale mieliście szaloną przygodę :P
    Miło słyszeć że urlop się udał
    Jestem silna i uparta , bo nie dałaś się chorobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje :* Z ta silnoascia, to roznie bywa, ale uparta faktycznie jestem, jak diabli ;)

      Usuń
  25. Odpowiedzi
    1. Oj tak Kochana, juz za nimi tesknie ;)

      Usuń

Bardzo mi milo, ze przeczytalas/les ten wpis :) Zostaw po sobie ślad - dziękuję :)! Link do Twojego bloga jest zbedny, poniewaz i bez niego potrafie do Ciebie trafic ;) Pozdrawiam serdecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...