niedziela, 25 maja 2014

Moje ulubione polprodukty w pielegnacji wlosow - jak je stosuje. Mleczko pszczele pod lupe ;)

Witajcie,

mialo byc krotko, ale nie bedzie - u mnie chyba sie nie da ;) Post przygotowany specjalnie dla Kamili i  Ani :*
No, ale do rzeczy :)

Od dluzszego czasu zachwycam sie polproduktami, a zwlaszcza mleczkiem pszczelim w glicerynie, wiec czas dokladniej przyjrzec sie jego wlasciwosciom oraz napisac, w jaki sposob „na co dzien“ uzywam swojej malej, polproduktywnej armii ;)





Moja przygoda ze wzbogacaniem „gotowej“ pielegnacji rozpoczela sie w listopadzie 2013, kiedy to wrocilam z Polski oblowiona po zakupach w sklepie Zrob Sobie Krem. Mysle, ze dzieki wprowadzeniu tej zmiany stan klaczkow z miesiaca na miesiac wreszcie zaczal sie poprawiac, rowniez wizualnie (aktualizacje wlosowe ;)). Podstawa bylo przede wszystkim zrozumienie po co ta cala „zabawa“ i co dzieki niej wlosieta moga zyskac, wiec jesli notke czytaja poczatkujace Wlosomaniaczki, zachecam do zapoznania sie z TYM postem ;)

W skrocie odnoscie "swietej, wlosowej trojcy" ;): 
proteiny w jakims stopniu moga wypelnic ubytki we wlosie, humektanty nawilzaja klaczki, a emolienty (oleje) „zatrzymuja“ nawilzenie, ktore dostarczymy im przy pomocy humektantow. 

Jak zatem "zongluje ta trojca ;)?


Mleczko pszczele w glicerynie (grupa protein - mleczko pszczele i humektantow - zatopione w glicerynie), wlasciwosci:

Mleczko pszczele od czasów starożytnych uznawane jest za eliksir młodości, ponieważ zawiera między innymi:
·                                 prolinę - aminokwas,  wspiera syntezę włókien kolagenu i elastyny 
·                                 kwas asparaginowy: aminokwas, niezbędny do regeneracji i wzrostu tkanek
·                                 witaminy z grupy B: niezbędne do prawidłowego funkcjonowania skóry.Witamina B2 (ryboflawina) – niezbędna do zachowania integralności błon komórkowych. Jej niedobór przyczynia się do powstawania nowotworów. Bierze udział w transporcie tlenu do tkanek. Witamina H (biotyna) – jej niedobór przyczynia się do powstawania łuskowatych skaleczeń na skórze i błonie śluzowej. Witamina B9 (kwas foliowy) – bierze udział w odnowie komórek. Witamina B6 (pirydoksyna) – odgrywa istotną rolę w metabolizmie cynku. Witamina B5 (kwas pantotenowy): mleczko pszczele jest najbogatszym, naturalnym źródłem witaminy B5. Działa ona jako przeciwutleniacz, redukuje podrażnienia, sprzyja gojeniu się ran i utrzymuje równowagę skórną..
·                                 witaminę C: niezbędna do syntezy kolagenu, chroni skórę przed szkodliwym, oksydacyjnym działaniem wolnych rodników.
·                                 proteiny: proteiny o niskiej masie cząsteczkowej są dobrymi składnikami nawilżającymi głębsze partie skóry, podczas gdy proteiny o wyższej masie, działają lepiej powierzchniowo nadając skórze gładkość i jędrność.
·                                 węglowodany przyczyniają się do utrzymania odpowiedniego poziomu nawilżenia w warstwie rogowej. Węglowodany tworzą wiązania wodorowe z cząsteczkami wody, zapobiegając tym samym jej utracie i zmniejszając odwodnienie. Dodatkowo niektóre z nich tworzą na powierzchni skóry ochronny film, zmniejszając transepidermalną utratę wody.
·                                 siarkę: składniki o działaniu przeciwłojotokowym. Siarka jest minerałem wykorzystywanym do leczenia łojotoku, ze względu na swoje działanie keratolityczne.“

Zrodlo: KLIK


Jak poczatkowo wygladala moja pielegnacja z uzyciem mleczka pszczelego w glicerynie :

Kiedys uzywalam mleczka w ilosci 10 - 12 kropli wylacznie jako dodatek do maski - glownie emolientowej. Protein unikalam wowczas jak ognia (“zafundowalam” je kiedys jeszcze nie  dosc nawilzonym wlosom, skonczylo sie przeproteinowaniem pierwszego stopnia ;)), nie zdajac sobie sprawy, ze i owe mleczko zalicza sie do tej grupy ;) Jednak jako, ze znajduje sie w humektantowym “towarzystwie”, nigdy nie wyrzadzilo mojej czuprynie krzywdy ;)

Maskowalam wowczas naprzemiennie z olejowaniem. W praktyce wygladalo to tak:
pon. maska, czw. olejowanie, nd. maska, itd.
Jesli akurat wiec wypadal dzien maskowania, przekladalam sobie czesc wybranego kosmetyku do miseczki i dodawalam do niego 10 kropli mleczka pszczelego oraz porcje siemienia lnianego (stosowalam je prawie od poczatku swiadomej pielegnacji). Taka miksture zostawialam na lepetynie w zaleznosci od tego ile mialam czasu (co najmniej pol godziny), po czym mylam wlosy i jesli maskowalam je przed myciem, to po nim ladowala jeszcze na czuprynie doslownie na kilka minut odzywka d/s.
Olejowalam wowczas klaczki "na sucho" (polecam jednak na siemie, czy chocby odzywke), bez zadnych dodatkow.

Z czasem kiedy zobaczylam, jak taki system pielegnacji w moim przypadku swietnie sie sprawdza, np. po miesiacach zastoju zaczal pojawiac sie wreszcie blask (proteinki i dodatkowe nawilzenie), zapragnelam jeszcze lepszych efektow ;) Musze przyznac, ze zawzieta ze mnie bestia i jak sie na cos upre, tak koniec ;) Postanowilam pojsc na calosc - od tego momentu olejowalam i maskowalam klaczki w tym samym dniu. To byl strzal w dziesiatke! Skonczyly sie sytuacje, ze po myciu nadal na lepetynie krolowal wylacznie puch, a wlosy byly ewidentnie zbyt slabo dociazone, wilgotnosc na dworze nie miala juz “wladzy” nad moimi wlosietami, a ja w koncu wiedzialam, czego moge sie spodziewac kiedy po umyciu wyschna – oczywiscie poza momentami, w ktorych testowalam solo jakis produkt ;)


Jak wiec obecnie wyglada pielegnacja moich wlosow z dodatkiem polproduktow?

1. Mleczko pszczele w ilosci 10 - ciu kropli mieszam z mala porcja wywaru z siemienia lnianego, badz odzywka (jesli juz, to nawilzajaca Isana). Nakladam miksture na wlosy, a po godzinie (kiedy nie mam czasu to od razu), klade dodatkowo na calosc wybrany olej (olejowanie na humektanty – KLIK).
2. Myje lepetyne szamponem dlugosc odzywka (Isana do wlosow kreconych) i na umyte juz klaczki laduje maska emolientowa z dodatkiem siemienia lnienego (siemie serwuje w ramach objetosci), ktora po ok. godzinie zmywam (rowniez zalezy ile mam czasu, bywa, ze szybciej ;))

3. Robie plukanko/kapiel lniana ;) KLIK

Tak to w praktyce wyglada od wielu miesiecy. Chyba tylko raz udalo mi sie przedobrzyc, wiec wniosek nasuwa sie sam - owe dzialania (zlozona pielegnacja “na bogato”), sluza moim niegdys wiecznie napuszonym falowancom :) Byc moze jest z tym wiecej zachodu, ale od kiedy weszlo w nawyk, nie odczuwam roznicy ;)

Oczywiscie nalezy pamietac, ze przy innym typie wlosa, efekt moze byc zupelnie odwrotny i taki mix moze sie skonczyc przeciazeniem, przenawilzeniem, przeproteinowaniem (choc tego akurat w przypadku mleczka pszczelego z dodatkiem gliceryny bym sie raczej nie obawiala ;)) Najlepiej osobiscie “wyczuc” w jakiej ilosci, czego i co jaki czas ;) U mnie sie sprawdza zalozenie, ze przy kazdym myciu ;)


Co dalo moim wlosom uzywanie mleczka pszczelego w glicerynie?

Przede wszyskim zdecydowanie wieksza sprezystosc i skret (proteiny, ktorych wczesniej unikalam) oraz bardzo dobre nawilzenie - mleczko pszczele z ZSK zatopione jest w glicerynie, a glicerynke zaliczamy do humektantow, siemie lniane rowniez mialo tutaj swoj niemaly udzial ;)
Poza tym, wlosy staly sie zdecydowanie bardziej miekkie i delikatniejsze w dotyku (od niepamietnych czasow byly sztywne) oraz pojawil sie ich naturalny blask (juz przy pierwszej, naprzemiennej pielegnacji) - jeszcze zanim wrocilam do ewentualnie kondycjonujacych silikonow ;)

Jak sie wiec w moim przypadku okazalo, samo olejowanie (praktykowane na poczatku wlosomaniactwa) nie wystarczylo - oleje nam suchych klaczkow nie nawilza, choc sa niezastapione w roli “trzymaczy” nawilzenia, ktore im dostarczymy ;)


Kiedy po pol roku uzywania i zachwycania sie efektami zabraklo mi tego polproduktu, pelna rozpaczy siegnalelam po zapasy kolagenu i elastyny.


Kolagen i elastyna (proteinki). Wlasciwosci - KLIK

Tego specyfiku uzywalam w taki sam sposob, jak mleczka pszczelego. Zabraklo w nim nawilzajacej gliceryny, jednak w towarzystwie innych nawilzaczy (siemienia lnianego, badz wlasnie gliceryny aptecznej), krzywdy wlosom nie robil. Do czasu... ;)
Podczas ostatniej proby nakrecania sie na wiosne, chcac wzmocnic nieco skret proteinkami rozpylilam na klaczkach mgielke skladajaca sie z wody oraz 5 kropli kolagenu i elastyny. Efekty tej decyzji, czyt. przeproteinowania (sianka ;)), mozecie obejrzec TUTAJ.  Nigdy wiecej nie odwaze sie uzywac proteinek solo ;)

Moje wrazenia na temat kolagenu i elastyny:

Niby wszystko bylo ok., jednak to juz nie byla taka sama miekkosc, jak po mleczku pszczelim (pierwsze uzycie tego drugiego, kiedy nowe opakowanie do mnie dotarlo, wybitnie mnie w tym utwierdzilo ;)). Poza tym, zdecydowanie rozluznil sie skret wlosow, wiec zas zaczelam kombinowac ;)
Jak sie okazalo, kiedy klaczki sa wystarczajaco nawilzone (rytualy przed myciem), moge uzywac proteinek i w koncowej fazie pielegnacji – czyli po myciu, jako dodatek do maski. Skret wowczas jest zdecydowanie lepszy, a i przeproteinowanie raczej nie grozi ;) Efekty TUTAJ


W taki tez sposob zaczelam rowniez stosowac keratyne (jeszcze nie przy kazdym myciu), ktora niedawno do mnie dotarla ;) Czasami wiec pielegnacja wyglada nastepujaco:

1. Mleczko pszczele w ilosci 10 kropli mieszalam z mala porcja wywaru z siemienia lnianego, badz odzywka (jesli, to jest to nawilzajaca Isana). Nakladalam na wlosy, a po godzinie (jesli nie mam czasu to od razu), klade dodatkowo na calosc wybrany olej.
2. Myje lepetyne szamponem, dlugosc odzywka (Isana do wlosow kreconych) i na umyte juz klaczki laduje maska emolientowa z dodatkiem siemienia lnianego (siemie w ramach objetosci) oraz 5 - cioma kroplami keratyny. Po ok. godzinie zmywam.
3. Robie plukanko/kapiel lniana ;)


Hydrolizat Keratyny (proteinki). Wlasciwosci - KLIK

Niestety na temat tego polproduktu nie mam jeszcze wyrobionego zdania. Najwazniejsze, ze dostatecznie nawilzonym wlosom krzywdy nie robi ;) Z czasem pewnie - kiedy przekonam sie co do jego dzialania i wplywu na skret, edytuje posta.


Z polproduktow, mialam - i nadal mam przyjemnosc, uzywac aptecznej gliceryny.

Gliceryna (humektant). Wlasciwosci - KLIK.

Stosowalam ja czasami wraz z kolagenem i elastyna, jednak efekty mnie nie powalily – polaczenie z mleczkiem pszczelim zdecydowanie u mnie wygrywa ;)  Najlepsze rezultaty, jesli o ten specyfik chodzi, uzyskalam dodajac kilka kropli do porcji szamponu. Glicerynka bardzo fajnie nawilza moj skalp, choc kiedy uzywam jej zbyt czesto potrafi jakby “obkleic”.


Mocznik (humektant). Wlasciwosci – KLIK

W mojej pielegnacji i jakis czas mocznik sie przewijal, ale o tym pisalam juz TUTAJ.  Z czasem lepetyna jakby sie “przyzwyczaila” i nie dawalo to juz tak dobrych rezultatow, jak na poczatku.


Wyciag z Aloesu zatezony 10 - krotnie (humektant). Wlasciwosci – KLIK.

Aloes rowniez sie pojawil, choc przygoda z nim byla dosc krotka i niezbyt przyjemna ;) Jak sie okazalo z moimi klaczkami nie robil nic - wrecz mialam wrazenie, ze lekko je puszy,  do tego podraznil lepetyne ;/


D - Pantenol (humektant). Wlasciwosci – KLIK.

Podobnie, jak w przypadku aloesu, nie zachwycilo mnie jego dzialanie. Pewnie dlatego, ze tak podpasowalo mi mleczko pszczele, wiec w wiekszosci przestalam kombinowac z innymi polproduktami ;)


Na koniec zostawilam sobie kolejnego - po mleczku pszczelim ulubienca, nie wiem ktorego wole ;) Wprawdzie to nie zakup z ZSK, ale nic innego jak polrpodukt, a przy okazji moj niezastopiony nawilzacz wlosow :

Wywar z siemienia lnianego (humektant).

Wielbie miloscia wielka i nieszybko zrezygnuje ;) Te niepozorne ziarenka jeszcze nigdy mnie nie zawiodly ;) Nie bede Was jednak zanudzac kolejnymi hymnami pochwalnymi pod ich adresem, wiele juz na ten temat pisalam, a zainteresowanych odsylam do TEJ etykiety ;)


To chyba wszystkie polprodukty, ktorych dane mi bylo uzywac. Pomijam inne, “domowe”, siemie jednak MUSIALO znalezc sie w tej grupie ;) Na testy czeka jeszcze spirulinka, sama jestem ciekawa, jak sie sprawdzi ;)



Jakie sa Wasze ulubione polprodukty? Macie podobne doswiadczenia z ich stosowaniem ;)?


Pozdrawiam serdecznie,



54 komentarze:

  1. Mleczkiem pszczelim tak mnie kusisz, że przy okazji zamawiania półproduktów na pewno je kupię :)
    Hydrolizowana keratyna świetnie podbija mój skrėt bez względu na pogodę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, w dalszym ciagu polecam :)! Mam wrazenie, ze mamy podobne wlosy, wiec prawie daje sobie reke uciac, ze bedziesz zadowolona ;) Keratynka w fazie testow, licze, ze sie sprawdzi ;)

      Usuń
  2. Mleczka pszczelego w glicerynie nie miałam, ale strasznie mnie kusi, bo duzo osob chwali ^^ Keratyna świetnie działa na skręt, ale sprawdza się u mnie tylko z użyciem maski Alterra granat i aloes ;) Żel lniany to tylko do stylizacji, jestem aktualnie po nieudanej próbie nawilżania nim, dlatego na razie odpuszczam ^^ A co do spiruliny to świetnie wpływa na skręt, wzmacnia go, włoski się mocniej falują, przynajmniej u mnie ;)
    Dużo półproduktów przetestowałaś i fajnie, że znalazłaś swoich ulubieńców i idealną pielęgnację ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze kiedys dorwiesz mleczko pszczele, warto :)! Licze, ze i u mnie keratynka sie sprawdzi ;) Spirulina niestety rozprostowala wlosy, za to siemie lniane sprawdza sie u mnie w kazdej postaci ;) Rowniez sie ciesze, ze po miesiacach bladzenia po omacku udalo mi sie odkryc, co wlosietom sluzy :)

      Usuń
  3. a mnie aloes właśnie służy, jestem ciekawa takiej prawdziwej keratyny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co wlos, to inne chciejstwa ;) Licze, ze keratynka sie sprawdzi ;)

      Usuń
  4. Oj, chyba będę musiała zainwestować w półproduktu, bo niestety nic z tego nie mam o.O aż mnie to dziwi!:D a włosy, Kochana i tak muszę ściąć, bo już z nimi nie wytrzymuję psychicznie :D od stycznia nie ścięłam ani centymetra i mi z tym źle :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zaczac od mleczka pszczelego ;) Zazdroszcze Kochana podejscia do nozyczek ;) Ja rowniez od stycznia nie scinalam, ale przerzedzony dol az sie prosi ;/ Wizyta fryzjerki przelozona na jutro ;)

      Usuń
  5. Mleczko pszczele znam tylko z blogów, ale muszę je w końcu sama wypróbować. W ogóle czas na uzupełnienie zapasów, bo mi się półprodukty kończą :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, polecam i raz jeszcze polecam :)!

      Usuń
  6. Szukałam mleczka pszczelego, ale niestety nikt ze znanych mi w koło pszczelarzy takimi cudami nie dysponuje. Kusi mnie jego wypróbowanie, ale nie mam potrzeby nic więcej z ZSK kupować wiec za szybko go wypróbuje go. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze nie udalo Ci sie go dorwac ;( Moze pomysl o jakims wspolnym zakupie z inna osoba. Mam nadzieje, ze jednak szybko trafi w Twoje rece i szczerze polecam wyprobowac :)

      Usuń
  7. Cóż powiem Ci, że trochę boję się tego babrania w eksperymentach - ile do czego i z czym. Zupełnie nie mam ostatnio czasu a pszczele chodzi za mną długo więc ehh, bliżej sierpnia się chyba zdecyduję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam sie zdecydowac ;D Poczatkowo moze i sa obawy, jednak z czasem czlowiek wie, co, ile i do czego ;)

      Usuń
  8. Narobiłaś mi ochoty na wypróbowanie mleczka pszczelego. Chyba muszę zorganizować jakieś zamówienie półproduktów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo polecam wyprobowac, warto :)!

      Usuń
  9. ciekawie sie zapowiada te mleczko
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze przyznac, ze jest bardzo ciekawe ;) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  10. Słyszałam o mleczku pszczelim. Ciekawe czy sparawdziłoby się jako dodatek do mojej płukanki z siemienia lnianego. Boję się trochę obciążenia włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze by sie sprawdzilo, sama czesto stosuje je z siemieniem ;)

      Usuń
  11. bardzo dużo przydatnych informacji :)
    interesuje mnie to mleczko pszczele,wygląda na to,że spisuje się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze post moze byc przydatny :) Mleczko spisuje sie super i zawsze bede je wychwalac - ono i siemie lniane zdzialaly wiele dobrego na mojej lepetynie ;)

      Usuń
  12. Wczoraj przyszło do mnie mleczko i już testy ruszyły - mam nadzieję, że też je polubię! :) Dziękujemy za post pełen mądrości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana ciesze sie, ze post sie przydal :) Licze na to, ze Ty i Twoje wlosieta polubicie sie mleczkiem, czekam koniecznie na relacje :)!

      Usuń
  13. Muszę koniecznie wypróbować to mleczko pszczele ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachecam, warto :)! Swietny produkt godny polecenia :)

      Usuń
  14. Muszę zrobić jakieś półproduktowe zakupy, bo obecenie mam tylko spirulinę na stanie ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sie u Ciebie spirulinka spisuje :)? Ja po pierwszych probach niewiele moge powiedziec ;)

      Usuń
  15. Pielęgnacja dla zaawansowanych, ja dopiero zaczynam dbać o włosy, więc na razie zostaję przy gotowych produktach z drogerii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem Kochana pewnie i po polprodukty siegniesz - to wciaga ;)

      Usuń
  16. Dziękuję Kochana za wspaniałego posta ♥ Bardzo na niego czekałam :-*** Jutro zamawiam mleczko pszczele :)
    Należą Ci się buziaki i uściski, napracowałaś się :-***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana z przyjemnoscia go napisalam :* Mam nadzieje, ze i u Ciebie sie sprawdzi, ja uwielbiam :))) Czekam Slonko na relacje z testow i zycze udanej zabawy :***

      Usuń
  17. te mleczko pszczele brzmi kusząco ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie jest warte skuszenia ;D!

      Usuń
  18. U mnie właśnie stoi mleczko pszczele na półce i aż prosi żeby go użyć :) Teraz to już na pewno go otworzę i zacznę z nim coś działać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak stoi to az szkoda nie uzywac ;)! Mam nadzieje, ze sie sprawdzi i czekam na relacje :)

      Usuń
  19. Chyba w końcu skuszę się na to mleczko pszczele;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dzięki bardzo za tego posta-już wiem co i jak:)
    Ja na razie zacznę od gliceryny i olejowania na siemię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co Kochana, napislalam go z przyjemnoscia :) Czekam na relacje, u mnie olejowanie na siemie sprawdza sie swietnie :)))

      Usuń
  21. Aby nie zrobić sobie "krzywdy" półproduktami trzeba naprawdę dobrze znać swoje włosy, a widzę że Ty już wiesz czego potrzebują Twoje :-)
    Świetny post, kilka nowych rzeczy udało mi się przyswoić :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje :) Faktycznie, w ciagu wlosomaniaczego roku juz je na tyle poznalam, zeby wiedziec, jak sie z nimi obchodzic ;)

      Usuń
  22. Mam wyrzuty sumienia,że tak nie dbam o swoje włosy :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to z takim samym zaangazowaniem dbasz o wspanialego piesa, wiec nie potrzebujesz miec wyrzutow :)

      Usuń
  23. sporo ciekawostek się dowiedziała. Nie wiedziałam, że tak dobrze wpływają na nasze włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze post byl przydatny :) Teraz nie pozostaje Ci nic innego, jak wybrac sobie jakis polprodukt ;)

      Usuń
  24. nigdy nie używałam mleczka pszczelego, zaciekawiłaś mnie tym produktem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam dolozyc do koszyka, przy okazji zamawiania polproduktow :)

      Usuń
  25. A tego posta sobie zapisuję i wrócę do niego, jak już zrobię zakupy. :D Kusi mnie to mleczko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie Kochana, ze post sie przyda :) Mleczko Ci bardzo polecam :)!

      Usuń
  26. pierwszy raz o nim słyszę ;) kusii :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech kusi - jest wart kuszenia, moze sie skusisz ;)))!

      Usuń
  27. Muszę się w końcu skusić na mleczko pszczele:)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo mi milo, ze przeczytalas/les ten wpis :) Zostaw po sobie ślad - dziękuję :)! Link do Twojego bloga jest zbedny, poniewaz i bez niego potrafie do Ciebie trafic ;) Pozdrawiam serdecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...