wtorek, 10 listopada 2015

"Wlos sie na glowie jezy"... czyli wlosowa wpadka :)!





Witjcie,

jedyny pozytyw braku dostepu do internetu jest taki, ze czlowiek ma o wiele wiecej czasu ;) Rowniez na myslenie. Dumalam wiec calusienki weekend, probujac znalezc pomysl na nowa serie blogowa, ktora bylaby jednoczesnie tworzona przy Waszym udziale. Wydumalam sobie zatem, iz chetnie bym poczytala Wasze historie wlosowe, jednak niekoniecznie te pozytywne – oczywiscie nie zebym Wam wpadek zyczyla! Nie, chodzi mi raczej o to, zebysmy mogly sie wspolnie posmiac z wlasnych pomylek i automatycznie ostrzec pozostale Czytelniczki przed ich popelnieniem ;)

Odnosze wrazenie, ze taka seria wczesniej nie pojawila sie w blogosferze (poprawcie mnie, jesli sie myle), zatem tym bardziej mam nadzieje, ze pomozecie mi ja stworzyc :) Zapraszam wiec do pierwszego wpisu, w ktorym przedstawie moja -  teraz juz dla mnie smieszna – historie „wlosowej wpadki“ ;)






„Wlos sie na glowie jezy, ...czyli wlosowa wpadka"


Sytuacja dziala sie nie tak dawno temu, jednak uwierzcie, poczatkowo nie bylo mi wcale do smiechu, a i bywa, ze wciaz sie wzdrygam na sama mysl o niej…

   Pewnego dnia moja Corka Oliwia po powrocie ze szkoly obwiescila mi, ze w klasie odeslano dwie osoby do domu, poniewaz pozostali uczniowie dostrzegli malenkie zyjatka na ich glowach… Tak, dobrze sie domyslacie, chodzilo o wszy!

Jesli jestescie rodzicami dzieci przedszkolnych, czy szkolnych, byc moze same spotkalyscie sie z tym problemem na jesien. My niestety borykalysmy sie z nim juz dwa razy (!) i choc temat jest dosc klopotliwy, a nawet i wstydliwy, to nie ma co ukrywac, ze w dzisiejszych czasach nie istnieje. U nas mialo to miejsce jeszcze w Polsce, a i pozniej, zaraz po naszym przyjezdzie do Niemiec (ja na szczescie wowczas niczego nie podlapalam!).

Wprawdzie to obrzydlistwo teraz latwo wytepic, ale caly proces jest niestety kosztowny (w DE do pewnego wieku refundowany), pracochlonny, do tego ciagle wygotowywanie poscieli, recznikow i ubran moze zwyczajnie wykonczyc zapracowane mamy. Wykonczyc moze rowniez niszczacy ow preparat, nie tylko to cholerstwo, ale i wlosieta, wiec raz za razem powtarzam mojej Oli, zeby nie tulila sie w szkole, nie uzywala cudzych nakryc glowy, szczotek, gumek, kurtek, bluz, itp.

Wracajac jednak do tematu…

Oliwia nie na zarty ta wiadomoscia mnie przerazila. Wszystko mi doslownie opadlo i oczywiscie pierwsze, co zrobilam, to przeszukalam Jej lepetyne. Na szczescie niczego wowczas nie znalazlam, a ze juz wczesniej nabylam watpliwej przyjemnosci wprawe w wyszukiwaniu gnid (jaja skladane przez wszy), nieco sie uspokoilam i chwycilam nadziei, ze tym razem ominela nas ta cala „atrakcja“.
Kilka dni pozniej czynnosc przejrzenia lepetyny Oli powtorzylam, po czym w mlynie codziennych obowiazkow o calym procesie sprawdzania zupelnie zapomnialam. Jednak tylko do pewnego momentu zreszta…

Wiecie, jak strasznie wypadaja mi klaczki? Doskonale wiecie, bo nie raz sie juz Wam zalilam i pokazywalam zdjecia kudelkow po calym dniu, czy chocby wylacznie po ich uczesaniu.
Dodatkowo, moze mi nie uwierzycie, ale mam taka dziwna manie, ze kiedy je pozniej zgarniam, przed wyrzuceniem ich do kosza, w ramach niewytlumaczonej logicznie „rozrywki“ ogladam sobie wlos po wlosku -  o ile oczywiscie czas mi na to pozwala ;) Tamtego felernego dnia mialam go wystarczajaco duzo…

Na jednym z wlosiat z autentycznym przerazeniem dostrzeglam cos, co ksztaltem i kolorem przypominalo owa gnide. Zmylil mnie tylko fakt, ze latwo to to obrzydlistwo „zeszlo“ z wlosa (z reguly gnidy dosc mocno sie go trzymaja). Mimo wszystko, jak mozecie sobie wyobrazic, dostalam masakrycznej wrecz paniki, pojawily sie lzy w oczetach, skora glowy nagle niewyobrazalnie zaczela mnie swedziec, a moje rece trzesly sie, jak chyba nigdy przedtem (powiedzcie „nawiedzonej“ wlosomaniaczce, ze wszy sie dorobila i …uciekajcie ;)!).
Do tego skojarzylam na szybko, ze od kilku dni wypadanie sie nasililo, wiec lopatologicznie rozumujac bylam pewna, iz owy problem takze i mnie dopadl :/
Dziecka mojego akurat w domu nie bylo, zatem nie moglam dla pewnosci zrobic u Niej przegladu, ale natychmiast w przedbiegach ruszylam do siostry, zeby to Ona przejrzala mi skore glowe i utwierdzila mnie w przekonaniu, iz prawdziwa katastrofa czeka moje juz i tak zmizerniale w ostatnich miesiacach wlosieta.

Siostra uprzednio zalozywszy rekawiczki silikonowe (takie z marketu, przeznaczone do sprzatania), ambitnie zabrala sie za szukanie znienawidzonego przeze mnie cholerstwa. Przy okazji wyrwala mi multum wlosow, bowiem do delikatnych to Ona nie nalezy, oj nie ;)! A i pod wplywem tarcia ich rekawiczkami, klaczki ochoczo „uciekaly“ sobie z lepetyny! Ku wspolnemu zdziwieniu, niczego niepokojacego – poza lupiezem - nie dostrzegla…

Zyjac w przekonaniu, ze problem pewnie dopiero sie zaczal i na dniach sie nasili, juz bylam bliska pedem udac sie do apteki po preparat wszy tepiacy. Zaczekalam jednak jeszcze na Oliwie, a kiedy i u Niej nic, a nic nie odkrylam, stwierdzilam, ze strach ryzykowac calkowita utrata wlosow (po owym preparacie tepiacym), i z ewentualnym przeprowadzeniem zabiegu wstrzymam sie do dnia nastepnego.
Dnia nastepnego po kolejnym przeszukaniu zas nic z Siostra nie stwierdzilysmy, dlatego mialam nie lada dalemat, coz w tej sytuacji mam poczac, bo w koncu jak powiadaja: „Jedna jaskolka wiosny nie czyni“ ..ale.
Przez kolejne dni takze nic sie nie zmienilo ani u mnie ani u Oliwii, wiec w pewnym momencie uznalam, ze mi sie chyba cos zwyczajnie przywidzialo – tak na pocieszenie ;)

O sprawie niemalze juz zupelnie zapomnialam, tyle ze w kolejny weekend korzystajac z chwili czasu, wzielam sie za dopieszczanie moich ostatnio lekko zmizernialych falek. Tym razem zas chcialam uzyskac efekt naturalnego skretu, ktory najprosciej u mnie wydobyc przy pomocy maski z banana.
Przejrzalam DIY na blogu i zblendowalam wspomnianego banana - choc dosc pobieznie, bo mi sie pojemnika do blendera wyciagac z otchlani wysokiej szafki nie chcialo. Dodalam do papki takze ulubionego w pielegnacji kakao - a jakze, na bogato! Maseczka przybrala cudny, lekko brazowawy kolor, a do tego, jak bosko pachniala ;)!
Na okreslony czas nalozylam ja na lepetyne, zmylam, a kiedy klaczki nieco odsaczylam w bawelniana koszulke, wzielam sie za ich ugniatanie.
Z reguly takie SPA wlosowe przeprowadzam wieczorem, ale, jako iz wowczas niedziele postanowilam spedzic w domu, zabralam sie do tego tuz po obiedzie, wiec bylo jeszcze zupelnie jasno.

Kiedy wlosieta wyschly juz prawie calkowicie, zaczelam palcami rozdzielac sklejone po glutku lnianym pasma, jednoczesnie oczywiscie – jak na nawiedzona wlosomaniaczke przystalo - dokladnie im sie przygladajac… Tak wlasnie, nagle pojawilo sie na nich chyba z 20 takich „gnid“!
Jak mozecie sie domyslic, najpierw wpadlam w panike, serce zaczelo mi lomotac, rece drzec, do tego na placz mi sie zebralo, po chwili dumania jednak przyjrzalam sie temu niepropocjonalnemu cholerstwu i mnie olsnilo: BANAN! Otoz to. Na moich ustach rowniez zagoscil jeden wielki banan :D!


Historia z happy endem, choc wierzcie mi, strachu najadlam sie co nie miara :) „Gnidy“ okazaly sie nie dosc dobrze wyplukanym bananem, ktory dodatkowo wsparty kakao, wizualnie wygladal niemalze identycznie, jak jaja wszy…
Byc moze na Was nie robi to takiego wrazenia, jednak majac juz wczesniej do czynienia z tym dziadostwem, czlowiek staje sie bardzo mocno uczulony na wszelkiego rodzaju zmiany na wlosach ;)

Moral z tego taki, iz uzywajac w pielegnacji klaczkow banana, nalezy pamietac, zeby przede wszystkim go dobrze zblendowac, a i porzadnie go z wlosiat wyplukac. Inaczej wysoce prawdopodobne jest, iz przerazimy nie tylko siebie, ale i co gorsza, nasze otoczenie – musielibyscie zobaczyc bezcenna mine Oliwii, kiedy wieczorem ot tak sobie, juz zupelnie na luzie, pokazalam Jej dwie takie „gnidy“ ;)



Rada odnosnie problemu wszow na koniec:

W okresie jesiennej sloty zapobiegawczo dobrze jest aplikowac dziecku przed wyjsciem z domu olejek herbaciany w ilosci kilku kropli, np. za uchem. Jego specyficzny zapach odstrasza niechcianych intruzow (sprawdzone).



Mojej pierwszej historii juz koniec, teraz czekam na Wasze relacje! Jesli i Wy przezylyscie jakas wlosowa klape i przed popelnieniem podobnych bledow chcialybyscie ustrzec pozostale Dziewczyny, wyslijcie mi Wasze sprawozdania na maila. Temat obojetny, wazne, zeby byl zwiazany z wlosowa wpadka :) Do dziela Kochane, swoje historie slijcie na adres:


(Jesli nie macie pewnosci, czy notka zostala dobrze napisana, na Wasza prosbe sluze pomoca przy edycji tekstu).



Mam nadzieje, ze seria sie rozwinie i wspolnie posmiejemy sie z naszych mniej przyjemnych stron pielegnacyjnych – w koncu nalezy pamietac, ze i wlosomaniaczki popelniaja muuultum bledow ;)




Pozdrawiam serdecznie,



83 komentarze:

  1. Świetna seria!! Aż miło się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezła historia, bardzo wciągająca!! Dobrze sie Ciebie czyta. Fajna seria, ja miałam tylko jedna taka wpadkę ale nie jestem gotowa o niej mowić😁😁 i nie była śmieszna 😁😁 ale chętnie poczytam inne historie ku przestrodze :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze wciagajaca :))) Dziekuje za mile slowa :) Mam nadzieje, ze kiedys zmienisz zdanie i sie podzielisz swoja "wpadka" ;D

      Usuń
  3. Oj, ja też miałam kiedyś utrapienie z nie do końca zblendowanym bananem :D
    A pomysł na serię bardzo mi się spodobał, już zastanawiam się nad czymś do podesłania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze podeslesz Kochana :)

      Usuń
  4. No Ewka wciągnęłaś mnie tą opowieścią tak , że dwa razy przeczytałam :)
    Jestem jak najbardziej za taką serią :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy Kasiu :))) Mam nadzieje, ze i Ty kiedys podeslesz jaka relacje ;)

      Usuń
  5. eh az wszystko zaczęło mnie swędzieć, kiedyś w podstawówce przyniosłam to do domu,a mój brat zaraził się drogą dość skomplikowaną jakieś 2 lata temu i akurat pojechał na 2 tygodnie w góry z księżmi, choć mama prosiłą zeby sprawdzili jako że młodsza kuzynka która się do niego tuli podłapała,efekt był taki że stracił swoje bardzo długie włosy po powrocie do domu, mło nie płakał jak mu je z kuzynką ciełam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze trzeba bylo obciac! U Oliwii obylo sie bez ciecia, ale ilez sie musialam nameczyc z czyszczeniem wlosow ;/

      Usuń
  6. Bardzo fajny pomysł na nową serię i Twoją historię z uśmiechem się czyta, bo wszystko dobrze się skończyło. My mieliśmy szczęście, bo mimo że w szkole kilka razy była wszawica, na szczęście ominęła moje dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie sie ciesze Kochana :))) To faktycznie mieliscie szczescia, moja Oli ma chyba jakies sklonnosci do lapania tego cholerstwa, podobno nie wszyscy podlapuja.

      Usuń
  7. Wooow ! Masa cennych informacji jak dla mnie, przyszłej mamy ! :D Znaczy no.. nie takiej przyszłej, ale do zapamiętania jak najbardziej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny pomysł na nową serię. Z przyjemnością będę czytać. Co do Twojej "wpadki" to się wcale nie dziwę, że byłaś przerażona. Sama bym była.
    Trzymaj się ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :) Przerażona to mało powiedziane ;)
      3maj się bardzo mocno, jeszcze raz, wyrazy współczucia :( :***

      Usuń
  9. Czytając kocówkę miałam naprawdę niezłego banana na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana- nie ma takiego słowa "wszów", to już bardziej "wesz" :P masz poczytnego bloga, nie ma co młodzież błędów uczyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nieoficjalnym miejscu ( nie mam dostępu do słownika teraz) wychodzi ze dopełniacz l mn to "wszy" alemoże ktoś będzie wiedział na sto procent to potwierdzi:)

      Usuń
    2. Być może Kochana, to tak bardziej na luzie było napisane, ale w chwili czasu sprawdzę ;) Dziękuję za informację :)

      Usuń
    3. Zdaje sobie sprawę że to jest na luzie ale nawet w takim wypadku raczej powinno się dbać o poprawność językową:)

      Usuń
    4. Oczywiscie, masz racje, choc to nie pierwszy i pewnie nie ostatni blad w blogosferze ;)

      Usuń
    5. Napisałam do ciebie bez złośliwości - sama bardzo się cieszę gdy ktoś mnie poprawia. Jeżeli cięcie jednak moja uwaga tak mocno uraziła to puśćmy to w niepamięć. Z interpunkcją mam spore problemy dlatego lubię jak ktoś mnie poprawia bo się dzięki temu uczę :)

      Usuń
    6. Jak chocby w wypowiedzi u Ciebie Kochana, brak znakow interpunkcyjnych ;)

      Usuń
    7. Kochana, nie poczulam sie urazona i rowniez odpisalam bez zlosliwosci :) Udzielajac sie w wirtualnym swiecie, musimy liczyc sie z tym, ze kazda nieprawidlowosc moze nam zostac wytknieta. Nie mam tego absolutnie za zle i w pierwszym komentarzu nawet podziekowalam Ci za zwrocenie mi uwagi na blad, ktory popelnilam. Kiedy jednak Ty nadal mnie pouczalas ("ale nawet w takim wypadku raczej powinno się dbać o poprawność językową"), to juz troszeczke sie zadumalam, bowiem wyznaje zasade: „ Jesli jestes bez winy, pierwszy rzuc kamieniem“… Wszystko na temat.

      Usuń
  11. haha chętnie się zgłoszę do tej serii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No liczę na Ciebie Leos :D! Przy Twoim talencie do pisania, z pewnością nieźle się uchichramy :)))

      Usuń
    2. spoko już sobie nawet adres Twój mailowy zapisałam xd :D

      Usuń
    3. Bardzo mnie to raduje :) Jesli sie zalapiemy, trza bedzie najlepiej ten sam hotel wybrac, co by poimprezowac pozniej mozna bylo ;P

      Usuń
    4. oj tak:D nie mogę się doczekać:) :* mam taką wizję by jechać rano i potem zostać do niedzieli jak coś:D to i pozwiedzać można:)

      Usuń
    5. Zdecydowanie :)! My to sie na dlugii weekend wybieramy, jesli juz, wiec zwiedzanie rowniez w to wliczone :) Sorki Leos za brak odzewu wczesniej - anemia i zatoki rozwalily mnie na lopatki :(

      Usuń
    6. Lepiej, nareszcie :)))! Juz myslalam, ze bez dokladniejszych badan sie nie obejdzie ;/!

      Usuń
  12. Moja siostra kiedyś z szkoły przyniosła wszy, oj bałam się ich złapania tak że nie pokazywałam się w rodzinnym domu długi czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę Kochana, bo ja sama na czas tej paskudnej walki chętnie bym się wyprowadziła ;)

      Usuń
  13. Czytałam z zapartym tchem uśmiechając się na końcu sama do siebie. Dobrze się skończyło i to najważniejsze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy Kochana :))) Pozdrawiam serdecznie :)!

      Usuń
  14. Bardzo fajny pomysł z tą seria :) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że został pozytywnie przyjęty i mam nadzieję, że seria się rozwinie :)))

      Usuń
  15. Ciekawa historia ;)

    Świetny pomysł Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sie ciesze Kochana :))) Podsylaj swoja ;)!

      Usuń
  16. świetna seria, mi nigdy nie trafiła się tak spektakularna historia i może lepiej żeby tak zostało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Kochana :))) Moze faktycznie lepiej ;)

      Usuń
  17. Tak na gorąco żadna klapa mi nie przychodzi do głowy, ale co do lokatorów, to znam mniej inwazyjny sposób, który jest stosowany podobno w Australii (w jakimś programie widziałam). Na włosy się nakłada grubo odżywkę, na minimum godzinę, a można na noc. Pod warstwą odżywki żyjątka się uduszą i wystarczy je potem dokładnie wyczesać. Temat załatwiony.
    Bosz... od tej Twojej historii zaczęła mnie swędzić głowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje Ci Kochana za podzielenie sie tym sposobem :))) Mam jednak nadzieje, ze nie bede wiecej miala okazji, zeby sprawdzic, czy dziala ;)
      Mnie tez swedziala, jak ja tworzylam ;D

      Usuń
  18. Uff, co za emocje! Dobrze, że historia z happy endem ;) na pewno zapamiętam poradę z olejkiem herbacianym - nie znałam patentu wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczescie skonczyla sie szczesliwie, nawet nie chce myslec, ze mogloby by inaczej ;)!
      Prosty sposob, a faktycznie w jakims stopniu skuteczny :)

      Usuń
  19. Ja raz nałożyłam na włosy banana i niedokładnie go zblendowałam, ale u mnie było to na tyle niedokładnie, że nie miałam wątpliwości, że to niewypłukane resztki banana, bo potem je chyba przez pół godziny z włosów po płukaniu wydłubywałam :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny pomysł na serię. Podeślę niebawem i moją wpadkę która będzie ostrzeżeniem dla innych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sie ciesze Kochana i czekam na relacje :)))!

      Usuń
  21. Czytając aż sama zaczęłam się drapać :D Pamiętam, że kiedyś też czytałam niezbyt szczęśliwą historię z bananem w roli głównej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Banan niestety moze jednak przysporzyc nam sporo watpliwych przyjemnosci ;D

      Usuń
  22. Hahaha, ale z ciebie panikara! Moją jedyną wpadką były plamy na włosach od szamponetyki, byłam załamana, ale ludzie mi mówili że wygląda ciekawie i artystycznie! Szkoda że nie mam za dużo zdjęć z tamtego okresu żeby przesłać historię i się pochwalić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, panikara ze mnie na maksa ;)
      Artystyczny wyglad, to jest to ;D Mozesz wylacnie opisac Kochana, zachecam :)

      Usuń
  23. Niemal mi serducho stanęło w oczekiwaniu na zdanie "i wtedy sięgnęłam po maszynkę..." ale nawet nie wiesz kochana jak się cieszę, że to był tylko banan :D

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D :D :D! Na szczescie obylo sie bez maszynki i wierz mi Kochana, rowniez bardzo sie ciesze :) Buziaki :***

      Usuń
  24. fajny blog ;)
    Obserwuję i w wolnej chwili zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie i bardzo dziekuje, chetnie do Ciebie zajrze :)

      Usuń
  25. Ewa,bardzo fajny pomysł :) Nareszcie nie będzie wszędzie na poważnie ;) Przyda mi się porada olejku herbacianego, ponieważ moja córcia teraz chodzi do przedszkola i lepiej zapobiegać niż.... ;)pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziekuje Kochana :) Dokladnie, lepiej zapobiegac, zwlaszcza w okresie jesiennym. Buziaki :***

      Usuń
  26. Zdarza się dzieciakom, nie ma co ukrywać :) Ciekawie tu, obserwuję! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, takie realnia ;) Witam serdecznie i dziekuje :) Buziaki :***

      Usuń
  27. Witam koleżankę ponownie :) super się Ciebie czyta jak zawsze z resztą :) może i ja wolnym czasie podeślę swoją historię :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje za pochlebna opinie :)))! Jesli tylko znajdziesz chwile, podsylaj prosze :) Pozdrawiam serdecznie :)!

      Usuń
  28. Heh to mialas niesamowite przezycia :-D. Az zaczelam sie drapać po glowie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, niesamowite - ja rowniez namietnie sie drapalam ;D

      Usuń
  29. Świetny pomysł na serię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sie ciesze i dziekuje za opinie :)))!

      Usuń
  30. No nie zła historia Kochana :D Ja to nie wiem czy bym umiała rozpoznać wszy, bo nie pamiętam żebym kiedykolwiek miała z nimi do czynienia :) Dobrze, że to jednak okazał się banan a nie gnidy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie dobrze Kochana :D! Mam nadzieje, ze nigdy nie bedziesz musiala ich rozpoznawac i tego Ci zycze :***!

      Usuń
    2. No to ja też mam taką nadzieję :D :**

      Usuń
  31. Nigdy nie miałam do czynienia z wszami;) Nie umiałabym ich nawet rozpoznać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi Kochana, nie masz czego żałować ;)

      Usuń
    2. Wierz mi Kochana, nie masz czego żałować ;)

      Usuń
    3. Wierz mi Kochana, nie masz czego żałować ;)

      Usuń

Bardzo mi milo, ze przeczytalas/les ten wpis :) Zostaw po sobie ślad - dziękuję :)! Link do Twojego bloga jest zbedny, poniewaz i bez niego potrafie do Ciebie trafic ;) Pozdrawiam serdecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...